Wyznanie: z neokatechumenatu do psychiatryka…

Udostępnij nasze działania

Moja rzeczywistość okazała się niepasująca do katechistów – tym smutnym twierdzeniem kończy swą relacje Robert z wschodniej Polski. Przeczytajcie kolejne wyznanie byłego członka Neokatechumenatu. Jako niezrozumiany doznał krzywdy i po kilku latach walki wylądował w szpitalu psychiatrycznym…

Moje początki

Trudno jest pisać tę historię. Ale trafiłem na tego bloga i jest to dla mnie ważne…

Mam już ponad 40 lat, a przez Neo, a może raczej katechistów straciłem dużą część życia. Być może już na zawsze będę samotny…

Zaczęło się wiele lat temu. Jako 20 latek wyjechałem na studia i trafiłem na katechezy zwiastowania. To było dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Bardzo przejąłem się tym co jest tam mówione. Byłem z rodziny trochę rozbitej, nieuporządkowanej. Było też trochę patologii więc czułem się „wyzwolony” i otoczony miłością.

Po tym wszystkim… kilka lat czułem się świetnie. Miałem swoją wspólnotę, drugą rodzinę.

Oczywiście jak pewnie u wielu… mój dramat przyszedł podczas I i II skrutynium. Najpierw na I skrutynium było dobrze – rozkopałem trochę swoje demony – w tym krzyże które niosłem.

Na moje nieszczęście – poznałem też inne osoby. Głównie z otoczenia studiów, trochę niewierzących. Wśród nich była kobieta, którą wówczas kochałem. Kilka lat starsza, doktorantka. Mieliśmy nazwijmy to romans. Ona nie chciała się jeszcze wiązać na stałe. Ja nie miałem stałej pracy – ona nie wiedziała gdzie wyjedzie.

Gdy jako 26 latek trafiłem na drugie skrutynium… katechiści mnie zniszczyli.

mężczyzna neokatechumenat cierpienie
Cierpienie mężczyzny z neokatechumenatu

Drugie Skrutinium

Zaczęli rozgrzebywać dwie najbardziej emocjonalne rzeczy z mojego życia. Czyli rodzinę – wymagając bym jechał do domu rodzinnego i prosił o ich wybaczenie.

Dlaczego? Komu to miało służyć? Nic złego nie zrobiłem poza tym, że chciałem żyć na własną rękę. Pracowałem i studiowałem chcąc innego życia – to był według nich grzech.

No i oczywiście kazali się rozstać z kobietą. Bo żyliśmy bez slubu i nie mamy planów na przyszłość. Usłyszałem teksty typu „To niepoważny związek” i że ona mnie wykorzystuje. Że powinienem znaleźć sobie kogoś wierzącego bo „to pewna partia, a kto wie czy ona Cie szybko nie zdradzi”.

Byłem tak bombardowany, że uległem i faktycznie zerwałem wszystkie znajomości. Po krótkim czasie wpadłem w depresje, zacząłem sięgać po narkotyki.

Oni na spotkaniach nazwali, że mam kryzys i prowadzę walkę. Więc trzeba się za mnie modlić.

Potem gdy sobie już nie radziłem marzyłem o samobójstwie…

Trafiłem do ośrodka zamkniętego, tam trochę postawiono mnie na nogi. Z czasem będąc na różnych terapiach stałem się na tyle silny by powiedzieć „nie” Drodze neokatechumenalnej.

Odszedłem z Drogi Neokatechumenalnej

Odszedłem około 10 lat temu…

Tak naprawdę chciałbym nadal na niej być. Ale moja rzeczywistość i zmagania stały się niepasujące do katechistów. Gdy ja mówiłem im, że mam depresje i problemy, tęsknie za kobietą itp. to oni mówili, że to kryzys, jestem w „nocy ciemnej” i inne tego typu bzdury. To kłóciło się z tym co naprawdę przeżywałem.

Ludzie znikąd tak naprawdę analizowali moje życie. Kazali mi zrywać znajomości… Wiem, że Kościół może być wspaniały, ale chyba nie w ten sposób. Dlatego trafiłem na bloga. Bo ciągle szukam czegoś o Neo, ciągle szukam jakichś wiadomości, wsparcia innych osób…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *