Wyznanie Mateusza po etapie Ojcze Nasz

Udostępnij nasze działania

Dzień dobry,

Chciałbym się podzielić moim doświadczeniem Drogi Neokatechumenalnej.

Dominuje w DN sekciarskie myślenie. Książki są słabo widoczne i czytane. Zainteresowanie prawie zerowe. Właściwie cały czas jest nacisk na wiązanie się w małżeństwa i ciągle posiadanie potomstwa („otwartość na życie”) oraz wstępowania do ich seminariów duchownych Redemptoris Mater. W neo osoba samotna ma mało możliwości, zaś LGBT nie ma czego szukać (może poza zmianą orientacji). Jestem heteroseksualistą. Wspominam o tym aspekcie, gdyż on dominuje od początku jak jak jestem na Drodze. Ciągle się mówi o seksie, o płodzeniu dzieci, masturbacji i pornografii.   

W neo. po jednym z etapów (po którym trzeba rozdać swój majątek, głównie kapitał pieniężny) następuje comiesięczne dawanie dziesięciny z pensji. 

Do tego ciągle są wymyślane jakieś atrakcje na różnych etapach przez katechistów. Zajmowanie czasu wolnego wieczorami i nocy na spotkania kilkugodzinne z katechistami oraz etapy czy też przygotowania do liturgii czy Eucharystii w każdym tygodniu. 

Istnieje spora grupa osób chorujących na różne choroby psychiczne, często głęboko religijne i pobożne. 

Teraz do tego teraz dochodzą antyszczepionkowcy, różnego typu wyznawcy teorii spiskowych, wyborcy Konfederacji i PiS (bo ponoć wypełniają katolicką naukę społeczną). Przed każdymi wyborami otrzymuje się instrukcję jak głosować, choć nie wskazuje się palcem na jaką partię, ale często wpisuje się to w konkretny przekaz partyjny. 

Do tego dochodzi donosicielstwo braci na braci przed katechistami na spotkaniach z katechistami. Nie sądziłem, że to może być forma przemocy.

Badanie przez katechistów całego życia, dzielenie się z nimi swoimi grzechami, szczególnie seksualnymi. Zaglądanie do łóżka małżonkom. Pytanie o orientację seksualną (takiego pytania doświadczyłem na sobie). Można tego wymieniać bez liku. 

Informacja płynie z góry i do dołu. Wszystko w głębokiej tajemnicy. 

Brak jakiejkolwiek kontroli nad finansami wspólnoty czy całego neokatechumenatu. Zbieranie pieniędzy do worków czy siatek. Brak jakiejkolwiek kontroli nad tym. Tym bardziej osób z zewnątrz. Ukrywanie dochodów przed państwem, niepłacenie z tego żadnych podatków. 

Do tego cwaniactwo i kombinowane jak obejść państwo. Wszystko zaś w atmosferze modlitwy. Modlitwy o zmianę samochodu czy mieszkania. 

Od jakiegoś czasu zastanawiam się skąd akceptacja i wspieranie Drogi Neokatechumenalnej przez kolejnych papieży oraz niektórych biskupów, których liczba, chyba nie jest mała.

Formacja na Drodze przypomina mi tresurę, gdzie najważniejsze jest posłuszeństwo 'katechistom”, „przez których działa Duch Święty” (lub „działamy w imieniu Kościoła, biskupa”). Katechiści na podjęcie ich pomysłów najczęściej dają w momencie wypłynięcie ich pomysłu, często koło północy w dniu powszednim, na spotkaniu z nimi.

Nie jest łatwo odejść z neokatechumenatu, skoro ci mówię, że poza neokatechumenatem zginiesz. Do tego dochodzi nawiązywanie relacji, liczenie zainwestowanych pieniędzy i czasu, bezpowrotnie utraconego. Przypomina ono odchodzenie z sekty. 

Ojcze nasz i gwaranci

Obecnie, na etapie „Wprowadzenia w modlitwę Ojcze nasz”, odbywają się regularne, po domach, w grupach, wielogodzinne, do nocy, spotkania tak zwanych gwarantów. Za każdym razem muszę się takiemu gwarantowi tłumaczyć i spowiadać z mojego życia w ciągu miesiąca. Dla mnie jest to forma przemocy. Pytają mnie o sprawy intymne, o relacje z kobietami i zachęcają do poświęcenia życia dla innych, nie akceptują tego, jak wygląda moje życie. 

Jestem rzymskim katolikiem, który jest od 2007 lat czynnie zaangażowanym w Drogę Neokatechumenalną, jestem na etapie katechumenatu, po re-traditio, chodziłem po domach, codziennie odmawiam brewiarz (jutrznię i Godzinę Czytań oraz modlitwę cichą).  

Polityka i Neokatechumenat

W związku z byciem w neokatechumenacie i obecnym sojuszu PiS z Kościołem rzymskokatolickim w duchu nacjonalistyczno-rewolucyjnym przeżywam kolejny kryzys.

Stwierdzam po wielu doświadczeniach z różnymi rzymskimi katolikami (w tym po wielu rozmowach z zakonnikami katolickimi i księżmi katolickimi), przejściu przez różne wspólnoty katolickie oraz lektury (oraz oglądanie różnych kanałów chrześcijańskich na YouTube: protestanckich nabożeństw i różnych katolickich, a także słuchania niedzielnych nabożeństw w radiowej „Dwójce”) i przeżycia życiowe (w tym utratę pracy na 4 lata i obojętność na to mojej wspólnoty i katechistów), wydaje mi się, że neokatechumenat jest zwiedzeniem. Czuję się oszukany. Straciłem ogromny kapitał pieniężny oraz nadal go tracę co miesiąc.

Droga trwa dla mnie za długo. Całe życie. Nigdy nie było to nam przekazane. Ani z czym to się wiąże. Jej sednem okazuję się trwałe związanie ze wspólnotą i bycie posłusznym katechistom. 

O utracie pracy i konwiwencjach 

Ja pracę straciłem w Euro 2012, kiedy nikt nie podejrzewał, że przyjdzie coś takiego jak globalna pandemia i zatrzymanie wszystkiego w miejscu. Mnie się też czas podobał. Drogi i religii katolickiej mi nie brakowało.

Po pandemii wróciłem na Drogę raczej z powodu ciekawości. Pewnego wynudzenia tym dwuletnim zastojem, sprawdzeniem czy oni tak dalej tam myślą, czy coś przemyśleli (oczywiście nic się nie zmieniło). Za to ja się zmieniłem. Dlatego też byłem wstanie się napisać takie świadectwo. 

Podejrzewam, że brakiem mojej pracy się nie przejmowali, bo pochodzę ze stosunkowo bogatej rodziny inteligenckiej, mieszczańskiej oraz nie mam żadnych znajomości na Drodze.

Na Drodze jestem razem z mamą. W tej samej wspólnocie. Ona przyszła za mną, przy okazji jakiś re-katechez. Teraz z powodu wieku bardzo ograniczyła aktywność. 

Na Drogę bym nigdy nie wszedł gdyby nie kryzys jaki przewałem i jaki miałem w rodzinie. Moja racjonalność została całkowicie przysłonięta. 

Również tak, jak Pan pisze na stronie, na konwiwencjach miesięcznych wspólnoty, był na mnie wylewany kubeł pomyj. Wtedy na początku, jakieś 1-2 lata na Drodze, powinienem odejść. Nie odszedłem, bo jak słyszałem, jak jest źle to „idzie nawrócenie” czy „nie jest się tu dla przyjemności” itp. Z czasem przestałem chodzić na konwiwencję, a ci co wylewali na mnie kubły pomyj stali się osobami, które chętnie ze mną przebywały.

Za to na spotkaniu gwarantów od prowadzącego to przesłuchanie (szumnie nazywane liturgią) dowiedziałem, że widać, że już długo mnie nie ma konwiwencjach i to zaczęło go martwić. 

Dziesięcina i gwaranci

Sprawa płacenia dziesięciny czy też gwaranta (zależy od etapu) pojawiła się jako ostatnia informacja. Taka szybka „wrzutka” po ponad godzinnym lub dłuższym wykładzie (bo nie wiem jak to nazwać) głównego katechisty co nas prowadzi. Dawał nam instrukcje jak „teraz będzie na Drodze”, „co będziecie robić”.

Obie te rzeczy pojawiały się bez żadnego uzasadnienia. Jeśli jakieś było to w nocy koło koło 22 czy 23, to już się nie pamięta. Nie kojarzę, żeby było ono poważne czy też uzasadnione historycznie, teologicznie czy biblijnie. Podejrzewam, że chodziło coś „o miłości do braci”, „walczeniu z demonem pieniądza” (jeśli chodzi o dziesięcinę). Czemu zaś służy gwarant nie mam pojęcia. Zaś te spotkania są według mnie nie zostało to jasno wyjaśnione. Poza informacją, że gwaranci ci odpowiadają przed katechistami, a ci przed biskupem, w temacie nawrócenia konkretnego „brata”, „Że nie będzie później zgorszeniem”, bo jak mówią „teraz to jest na poważnie” (tak jakby wtedy było nie na poważanie, a dla zabawy?, no właśnie nie wiadomo, bo nie dokończyli myśli, jak zwykle). 

O doświadczeniach na Drodze można pisać, wielkie wspomnienia czy książki. Na polskim rynku na razie tego nie ma. Może z czasem będzie tego więcej. 

Pozdrawiam

Mateusz

Komentarze

3 odpowiedzi do „Wyznanie Mateusza po etapie Ojcze Nasz”

  1. Awatar Odległy obserwator
    Odległy obserwator

    Wygląda na niedokładne tłumaczenie. Jakość tej wypowiedzi nie jest najlepsza, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że autor chwali dziś pochodzeniem z „inteligenckiej rodziny mieszczańskiej”.

    1. To nie tłumaczenie, bo ta osoba jest Polakiem. Każde takie wyznanie ma pewne cechy emocjonalne, które tworzą drobne nieścisłości gramatyczne i tekst nie jest idealnie zredagowane. Ja przekazuję jak jest. Akurat w tym wypadku osoba jest jak najbardziej „zweryfikowana” 🙂

      1. Awatar Odległy obserwator
        Odległy obserwator

        Rozumiem. Możliwe, że i ja później prześlę swoją opinię. Nie byłem aż tak daleko, ale znam osoby również z dalszych etapów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *