Ostatnio przeszła mi przez głowę pieśń grana nierzadko na końcu konwiwencji. W zamyśle – tekst Tagore miał prezentować uwolnienie się od pewnych więzów, z którymi borykała się Carmen przed rozpoczęciem Drogi Neokatechumenalnej. A co jeśli w praktyce, jest to pieśń będąca jednocześnie autorefleksją dla wielu braci, którzy odeszli z Drogi?
O mojej refleksji
Jak wiecie – ja już na Drodze raczej nie jestem. Raczej, bo przecież oficjalnego wykluczenia, jak i wdrożenia – nie ma. Dlatego osoby takie jak ja, są raczej na odległej orbicie i swobodnie krążę sobie wokół tych tematów.
Siedząc sobie przypomniałem sobie o tej pieśni. Z perspektywy czasu i nabraniu dystansu do wspólnoty odbieram go jeszcze bardziej osobiście. Wcześniej na zakończeniu konwiwencji odbierałem to jako zachętę do wypełnienia Drogi i realizacji tego co słyszałem. Teraz… odbieram to inaczej, bardzo autorefleksyjnie jako z perspektywy osoby, która już ma to za sobą. Właśnie trochę jak… Carmen, co jest paradoksem.
Pieśń Tagore
Są zerwane moje więzy, (już nie jestem związany ze wspólnotą…)
Zapłacone moje długi, (już nie mam zobowiązań finansowych, dziesięcin, ukrytych prezentów)
Moje bramy pootwierane oto idę w każdą stronę. (jestem wolny, mogę wybrać co chcę)
Oni skuleni w swoim kącie, (wspólnota, która ciągle jest w SWOIM miejscu)
Przędą nadal bladą tkaninę swoich godzin, (powtarzają to samo niewzruszenie, odciskając tyłki na krzesłach)
Lub na powrót zasiadają w kurzu aby przeliczać swoje monety (lub gadają o kasie, mamonie…)
I wołają mnie i wołają mnie, abym zawrócił. (smsy, maile, telefony, że „czekamy na Ciebie”)
Ale już mój miecz jest wykuty, Włożyłem już zbroję, (już jestem uodporniony)
Już mój koń się niecierpliwi, a ja pozyskam me królestwo! (jestem gotowy do walki by zdobyć moje zbawienie)
Teraz rozumiem dlaczego dla Carmen to było istotne. Ona podobnie jak ja, uwolniła się od pewnego zakonu i reguły. Chociaż jej „katechiści” czyli przełożeni zakonu mieli dla niej pewien plan, ona go zignorowała i wybrała paradoksalnie własną drogę NIEPOSŁUSZEŃSTWA.
Jednocześnie paradoksalnie ta pieśń może stać się dla każdego byłego Neona istotna, bo jest właśnie wyrazem tego samego. Czyli zerwaniem ze wspólnotą, która nie ma nic do zaoferowania poza liczeniem monet i skuleniem się w salkach, by ciągle robić to samo w kółko.
Dodaj komentarz