Tytuł jest bardzo mocny. Jednak wymowny. W tym wpisie zbieram w jedno jak Kiko, bazując na niewiedzy braci – zbudował cały program neokatechumenatu. Zajrzałem do tekstów Kościoła, na które się powołuje. Zapewne wszyscy słyszeliście, że „tak robił kościół starożytny”. To nieprawda – nie robił. Przeczytajcie dlaczego.
Zacznijmy od podstaw – czym jest katechumenat?
Kiko słusznie zauważa, że wcześniej w katechumenacie były osoby dorosłe, przygotowujące się do chrztu. To jednak tyle z jego prawd. Po pierwsze pamiętacie jak wygarnia na katechezach początkowych Kościołowi, że po edykcie mediolańskim w 313 roku, Kościół się zniszczył?
Cóż… idea katechumenatu w Kościele, tak naprawdę powstała dzięki temu wydarzeniu.
To właśnie masowe zainteresowanie się Chrześcijaństwem spowodowało, że Kościół rozwinął instytucję katechumenatu przedchrzcielnego. W końcu – musiał jakoś „masy ludzi” do tego przygotować, prawda? Zatem stało się to w tych tragicznych czasach dla Kościoła, gdy weszły okropne masy… Wcześniej istniały pewne elementy katechez przedchrzcielnych i rytów – jednak nie tak hmm „spopularyzowane” jak po edykcie.
Katechezy, którymi Droga się inspiruje, oraz nazwijmy to kolokwialnie „program”, to pozostałości po pismach z IV i V wieku naszej ery.
Ale to nie wszystko – te pisma też zostały sfabrykowane…
Skrutinia? Zgadzają się tylko nazwy…
Czy skrutynia istniały? No… Tak. Ale nie były tym, czy są skrutynia w Neokatechumenacie. Mało tego – odbywały się w konkretnym czasie i dotyczyły czegoś innego.
Tylko łacińska forma „badać” się zgadza. Bo już katechiści nie powiedzieli tego KTO ma Cię zbadać.
„W bazylice pod jego wezwaniem dokonywano najczęściej egzorcyzmu wyrzucania złego ducha i obierano sobie św. Wawrzyńca za orędownika w przezwyciężaniu szatana. Od tej niedzieli zaczynał się dla katechumenów okres badania opinii o nich. Wzywano wiernych – bo tylko oni mieli wiarygodność – wiarę wcześniej przypieczętowaną łaską sakramentalną – by dawali o katechumenach świadectwo, czy są godni przyjęcia do ich grona.”
Źródło: https://vademecumliturgiczne.pl/2016/03/17/skrutynia-w-katechumenacie/
Czyli nie było urzędu katechisty przepytującego wiernych. Chodził o danie świadectwa przez wspólnotę. Tak naprawdę skrutynia w NEO mogły się kończyć na etapie, gdy katechiści pytają braci: „Czy brat chodzi do wspólnoty” oraz „Czy widziałaś jakieś zmiany w bracie”. To naprawdę ma sens! To ważne, by chodzili Ci, którzy naprawdę mają chodzić i by poznać, że oddziałuje to na ich życie. Prawda?
Skrutynia starożytne miały sens. Ktoś z zewnątrz przyszedł do Kościoła – a przychodziło coraz więcej osób. Był dwa lata i teraz ktoś musi zaświadczyć, że faktycznie się zmienił.
W dodatku były 3 skrutinia – jak w neokatechumenacie. Ale były one prowadzone w jednym Wielkim Poście, w określonych niedzielach, w nawiązaniu do konkretnych Ewangelii! Były specjalnie celebrowaną liturgią, w której bracia mogli otrzymać egzorcyzm, specjalną modlitwę z nałożeniem rąk. A nie „kiedy katechista uzna, że jest czas…”.
O Skrutiniach tak wypowiada się św. Augustyn w tekście „Początkowe nauczanie religii”, które powstało ok. 400 roku:
„Rozumie się, że dobrze jest, aby ci, którzy znają nawracającego się, powiadomili nas przedtem, o ile możności, w jakim on jest stanie umysłu, oraz jakimi przyczynami pobudzony przychodzi przyjąć naszą religię. Jeśli nie ma kogo innego, kto by dał nam to poznać, należy jego samego zapytać”.
Czas… ile trwa katechumenat?
Katechumenat w starożytności, bardzo rzadko trwał dłużej niż 3-4 lata. Wynikało to z konkretu – mamy Cię przygotować do chrztu. Były prowadzone konkretne katechezy, a etapy wtajemniczenia były momentem modlitwy za daną osobę. Nie przepytywaniem i rozkazywaniem. I teraz uwaga, najlepsza część.
O tym kto kończy katechumenat decydowali tak naprawdę… katechumeni.
Tak – na skrutyniach inni zaświadczali o tej osobie.
Ale ostatecznie katechumeni bali się zakończyć proces, bo był związany z przyjęciem Chrztu, a w tamtych czasach grzech – powodował wykluczenie z Kościoła i ogromną pokutę, która powodowała strach.
Dlatego po stronie katechumena leżał wybór CZY PRZEJMIE CHRZEST. Nie wierzycie? Zobaczcie co pisze św. Augustyn w Wyznaniach:
„W kościele najpierw pouczono Wiktoryna o podstawowych tajemnicach naszej wiary, a niebawem wpisał się na listę katechumenów, aby – ku zdziwieniu całego Rzymu, a ku radości Kościoła – odrodzić się przez chrzest.”
I dalej odnośnie Wyznania Wiary:
„W Rzymie ludzie, którzy mają wejść w zasięg Twojej łaski, zazwyczaj składają je w przepisanej formule, której się wyuczają na pamięć, a potem z podwyższenia wypowiadają ją wobec licznie zgromadzonych wiernych. Prezbiterzy, jak opowiadał mi Symplicjan, proponowali Wiktorynowi, aby złożył wyznanie wiary prywatnie, jak według zwyczaju pozwalano niektórym ludziom, jeśli publiczna ceremonia mogłaby im się wydać kłopotliwa. Lecz Wiktoryn swemu ocaleniu w wierze wolał dać świadectwo wobec całej rzeszy wiernych”
Zestawmy to zatem: Katechiści w neokatechumenacie nakazują Ci zrobienie konkretnych rzeczy, przepytują i ustalają terminy kolejnych etapów według „własnej woli” i to oni decydują czy przejdziesz dalej.
W starożytnym katechumenacie (na którym rzekomo wzoruje się Kiko) – to wierni decydowali czy zrobią kolejny krok, świadczyli o nich inni bracia, a proces trwał 3-5 lat w zależności od statusu w społeczeństwie (poganin/niewolnik/kobieta).
Dziesięcina w Kościele i w neokatechumenacie
No dobra, ale ta dziesięcina to zawsze była prawda?
No cóż… Tak i nie.
Katecheza Kiko z Drugiego Skrutinium o Dziesięcinie ma taki fragment:
W Starym Testamencie jest napisane, że dawali dziesięcinę i pierwociny. (…) Dlatego Jezus mówi do faryzeuszy: „Wy, którzy opodatkowujecie dziesięcinę z kminku”, czyli wy, którzy jeśli ktoś ma zapotrzebowanie na ziarno nawet jeśli płacicie z tego dziesięcinę, dziesiątą część wszystkiego ma w domu i „połykać większe rzeczy”. To właśnie mówi Jezus Chrystus bardzo się martwił… Fakt dziesięciny został następnie przekazany Kościołowi: jest to przykazanie Świętej Matki Kościoła. „Płaćcie dziesięcinę i pierwociny Kościołowi Bożemu”; to jest przykazanie Kościoła, które jest studiowane w katechizmie. Nawet jeśli nikt nigdy nie płaci dziesięciny ani żadnych pierwszych owoców. W Didache, który to jest pierwszym katechizmem jest napisane, że „pierwociny i dziesiątą część oddasz dobra prorokom. (…) – tak mówi Didache – jeśli nie masz proroków – do ubogich, którzy są Chrystusem.”
Czyli Kiko motywuje wprowadzenie dziesięciny:
– Starym Testamentem – prawda znajdujemy tam fragmenty o dziesięcinie
– Fragmentem z Chrystusem, w którym krytykuje faryzeuszy… – więc nie wiemy czy Jezus popiera dziesięcinę. Zakładamy, że ją wypełnia jako, że stosował się do Prawa – ale niekoniecznie nakazywał! W Mt 32,32 jak przeczytacie, Jezus po prostu mówi „dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie” – czyli, że dziesięcina nie jest najważniejsza
– Jakimś katechizmem – rzekomo Didache
I teraz uwaga. Didache – katechizm z Drugiego Wieku – NIE NAKAZUJE DZIESIĘCINY. Nakazuje i zachęca do oddawania pierwocin. Nie mówi o 1/10 części, jak to rzekomo cytuje Kiko. Nie wierzycie? Przeczytajcie:
Dlatego wziąwszy wszelkie pierwociny płodów tłoczni winnej i klepiska, bydła jak i owiec, dasz je prorokom, oni bowiem są arcykapłanami waszymi.* 4 Jeśli zaś nie macie proroka, dajcie ubogim. 5 Jeślibyś przygotowywał pieczywo, biorąc pierwociny, daj zgodnie z przykazaniem. 6 Podobnie też dzban wina lub oliwy otworzywszy, biorąc pierwociny, daj [je] prorokom. 7 Biorąc zaś srebrnika czy odzienie i wszystko co posiadasz, jak tylko byś uważał, daj według przykazania
Pierwociny to według tradycji żydowskiej – najlepsza część – pierwsza zbiór. Czyli coś co otrzymujemy i chcemy się tym NAJPIERW podzielić. To tak jakbyś otrzymał pensję i chciałbyś złożyć ofiarę w Kościele (niekoniecznie dziesięcinę!). Kiko fałszuje tekst!
W dodatku, jeśli już opiera się na Didache, to dalej przeczytacie:
Kto zaś by powiedział w duchu: «Daj mi pieniądze albo inną rzecz», nie słuchajcie go.
Ups…
Reszta programu to pokłosie
Wskazałem powyżej kilka rzeczy – jak temat dziesięciny czy skrutiniów. Pozostałe elementy opierają się na tym samym.
Kiko i Carmen czytali niewątpliwie Ojców Kościoła. Jednocześnie – nikt tego ich czytania nie weryfikował, co prowadziło do fatalnych konsekwencji. Biskupi i duchowni byli niewątpliwie urzeczeni, że ktoś bierze z tradycji różne elementy i zaszczepia w nowy ruch. Jednocześnie jak można zauważyć – doprowadzali mniej lub bardziej świadomie – do wielu erozji w tym nauczaniu.
Gdy weźmiecie do ręki „Katechezy Chrzcielne” św. Chryzostoma lub pisma Bazylego czy św. Augustyna znajdziecie wiele powiązań z Drogą Neokatechumenalną i zwrotami, które panują we wspólnocie. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z poprawnym ich stosowaniem… niestety.
Na zakończenie
Szczerze… Mam dość. Szukanie tych elementów zajęło mi kilka godzin. Trochę tekstów źródłowych, trochę opracowań, odrobina weryfikacji.
Każdy z Was może to zrobić.
Zacznijcie. Weryfikować. Katechistów.
Amen.
Dodaj komentarz