Drodze neokatechumenalnej często zarzuca się bycie sektą. To nieprawda. Raczej trzeba sobie powiedzieć, że neokatechumenat jest zbiorem różnych patologii, w których wyłaniają się też te, które mają cechy manipulacji i różnych nadużyć. Czy to jest kwestia reformy? Wiele z nich to kwestia nie linii orientacyjnych dla katechistów, ale techniki prowadzenia katechezy i stylu życia – subkultury.
Poniżej zrobiłem krótką listę głupstw i manipulacji, którymi jesteśmy obarczeni będąc na Drodze:
Poza wspólnotą zginiesz, bo poza nami nie ma zbawienia
To nie pada nigdzie z perspektywy katechezy. Natomiast jest wielokrotnie komunikowane na konwiwencjach początkowych. Dlaczego na świecie jest tyle zła? Bo ludzie nie są we wspólnocie. Dlaczego są rozwody? Bo ludzie nie są na Drodze.
Myślisz o odejściu z Drogi? Okej, ale potem małżeństwa się rozpadają – mamy fakty! Jakie to fakty? Tak mówią w TV! Albo skłóciliśmy tak naprawdę małżeństwo i się rozpadło, ale tego nie powiemy…
Nie chodzisz do wspólnoty? To dlaczego się dziwisz, że dzieci Cię nie słuchają? Nie mają autorytetu.
Ale gdy u brata, który chodzi i praktykuje dziecko jest nieposłuszne i wpada w tarapaty to… „To próba, bądźcie na Drodze!”.
I tak dalej i tak dalej. Jednym słowem – Droga jest miejscem, w którym jesteśmy chronieni. Ci, którzy mają najbardziej „sprany” mózg uważają, że „bez Drogi nie poradziliby sobie w życiu” lub inaczej „Gdyby nie Droga to umarłbym”. Naprawdę? To znaczy, że masz problemy ze sobą! Po prostu, to się leczy.
Czy naprawdę neonie uważasz, że ateiści i inni nie radzą sobie w życiu na żadne sposoby? Nie zaznają szczęścia i spokoju? To szkalowanie i wywyższanie się…
Jesteś tu, bo tego chce Bóg
To kocham najbardziej. Na każdej konwiwencji się to pojawia. „Może miałeś problemy by tu przyjechać, ale Bóg przewidział to miejsce dla Ciebie”.
A co z tymi, którzy nie przyjechali? Dla nich nie przewidział? Nie chciał mojego brata, który ma teraz raka?
Przecież Bóg tak nie działa.
Katechiści też niemal często podkreślają teksty typu „Gdy tu jechaliśmy to staliśmy w korku, baliśmy się, że nie zdążymy hehe, ale Bóg nas tu chciał! Chciał byśmy głosili katechezy dla Was”
Ta jasne, wszędzie są korki, to żaden wyczyn, że się w nie wpakowaliście, szczególnie jak jedziecie w turystyczny zakątek w piątek popołudniu…
Ta manipulacja nie jest celowa. Ona się po prostu „wgryzła” w etos bycia neonem. Jak widzisz normalnie trudności, to je zlewasz. Ale jak idziesz na liturgie? No to podkreślasz, że to szatan działa i podkłada Ci kłody pod nogi. A to w ogóle sprzeczne z nauczaniem KK.
Zazwyczaj ludzie nie mają z tym żadnych problemów w życiu. Pojawia się problem? To żaden wpływ szatana czy test Boga. To po prostu coś co się rozwiązuje i idzie dalej.
Kto nie ma w nienawiści ojca, brata….
To jest ciężki temat z skrutynium. Rodzina może być jednym z idoli, to fakt. Znamy wielu, dla których „rodzina to wszystko”. Droga przestawia wajchę w drugą stronę. Katechiści mówią nam wprost „masz chore dziecko? Olej to, Eucharystia ważniejsza”.
„Jesteś ciężko chory? Olej to, przyjedź na konwiwencje i zarażaj grypą innych.”. Podczas covida tylko krótki czas i na pokaz polskie wspólnoty były „posłuszne” władzom. Gdy tylko pojawiła sie okazja – wróciły Eucharystie w zatłoczonych salkach i zarażanie na potęgę.
A ostatnio na konwiwencji katechista regionalny powiedział „Twoje dzieci są głodne? To co z tego. Głód to nic złego, my też kiedyś głodowaliśmy”.
Katechiści mają w pogardzie to, że komuś z rodziny jest ciężko. Jeśli Twoja córka umiera na raka, to woleliby, żebyś spędził czas na Eucharystii niż z nią.
Droga ma wielki wpływ i zmienia Kościół
To hasło także pojawia się na konwiwencjach początku roku. Ma oczywiście jasny przekaz „zobacz, jesteśmy silni, jesteś częścią silnej grupy”. To moment do poklepania się po pleckach. Rośnięcia w siłę. Nie ma oczywiście nic wspólnego z rzeczywistością – bo na katechezy już niewiele osób chodzi, a nowe wspólnoty to głównie dzieci rodziców z neo i pojedyncze osoby z zewnątrz…
Powiedzą jeszcze: wysłaliśmy xxx rodzin na misje! Tak? I co robią? Jakie mają owoce? Może wracają z podkulonym ogonem, ale tego nie powiecie? A może powiedzielibyście jak głodują ich dzieci, bo Wy przypadkowo nie macie jednak pieniędzy, by ich wesprzeć?
Nawoływanie „może masz problem z…”
Wstępy do czytań to często okazja do podkreślenia, że „to czytanie dla Ciebie”. Stosuje się wtedy hasła w stylu „może masz problem z seksem…” lub „może Twoja żona Cię zdradza…”
To oczywiście jest granie na emocjach, ale jest na każdym spotkaniu. Wiadomo, że kogoś coś dotknie. Są to ogólniki – zdrowie, zdrada, trudy w pracy, nieposłuszne dzieci, kłótnie z żoną… Kto tego nie ma?
To oczywiście jest granie na emocjach, ale jest na każdym spotkaniu. Wiadomo, że kogoś coś dotknie. Są to ogólniki – zdrowie, zdrada, trudy w pracy, nieposłuszne dzieci, kłótnie z żoną… Kto tego nie ma?
Oni przedstawiają to jako coś wyjątkowego, teraz, dla Ciebie.
Nie wiesz co będzie na kolejnym spotkaniu, aura tajemnicy
To jest element trochę sekciarski. Etapy wtajemniczenia można zrozumieć. W końcu nie ma sensu czytać treści katechez końcowych i spoilerować sobie co będzie dalej, to jest doświadczenie, które powinno się przeżyć..
Jednak problemem jest też to, jak to się odbywa.
Przyjeżdżasz. Otrzymujesz info „spotkamy się za chwilę”. Po czym chwila trwa, Ty trwasz w oczekiwaniu ze wspólnotą, aż katechiści przyjdą.
Przychodzą spóźnieni. (dziwne dlaczego zawsze…). Piątkowa liturgia kończy się milczeniem. Rano dalej, nie wiemy co będzie dalej. Po konwiwencji okazuje się, że będą jakieś spotkania. Jakie? Ile ich będzie? „nie wiemy jeszcze ile” Kończy się etap po 2-3 tygodniach. Potem katechiści mówią „wrócimy”, ale nie powiedzą kiedy.
To nie jest uczciwe postawienie sprawy. A nie można tak? „Ten etap potrwa 3 dni teraz i potem 5 spotkań po 2 godziny, potem damy wam czas na przetrawienie i ruszymy z czymś nowym”.
Nie. Tylko aura tajemnicy – wtajemniczenia. Więc czujesz się trochę inaczej, zaciekawiony. Zostajesz nawet dla samego „co będzie dalej?”.
Echo słowa, tajemnica spowiedzi, „nie rzucajcie pereł świniom” powierzenie swoich tajemnic
Od katechez początkowych, mówi się, że ujawnienie tego co mówi się na echu słowa – czyli momencie swobodnego dzielenia się – jest takim samym grzechem jak złamanie tajemnicy spowiedzi.
Tu są dwa błędy logiczne. Po pierwsze, to nie spowiedź. Ujawnianie tego jest po prostu niestosowne, bo to pewien sekret osoby.
Po drugie, tajemnica spowiedzi dotyczy spowiednika – nie wspólnoty.
Jest jednak istotne co innego. Im więcej dzielimy się ze wspólnotą – tym bardziej jesteśmy z nią związani. Nie? Przecież na tym to polega. Powierzamy nasze „wnętrze” komuś za coś. Niby po to by „pomógł nieść mi krzyż”. W praktyce jest to forma terapeutyczna „ulżenia sobie”.
Dlatego echo słowa służy przywiązania do wspólnoty, zacieśnieniu więzi. Czy to źle? Nie. Ale złe jest, kiedy katechiści PRZYMUSZAJĄ do mówienia echa. Pytają publicznie podczas spotkań czy mówisz echo. Nie? Dlaczego? Co Cię powstrzymuje? No właśnie…
Autorytet Ducha świętego
No tak – kto z neonów tego nie zna? Rozpoczyna się katecheza. Katechiści mówią i bam „Jesteśmy katechistami wybranymi z Ducha Św.”. Co to znaczy? Przypisują swoje słowa działaniu Ducha Świętego. WIęc Ty nie możesz się im sprzeciwić. Brzmi srogo? O ile jest to standardowa katecheza – nie ma w tym jeszcze nic złego. Gorzej jak wchodzi ten temat w jakieś dyskusje i polemiki jak np. podczas II skrutinium.
- Masz do nas wątpliwości? Przecież my tu jesteśmy z nadania Ducha św.
- Jak śmiesz się nam sprzeciwiać? My mówimy z posłania Ducha!
Także tego.
Powszechna diabolizacja
Bardzo łatwo jest straszyć szatanem. Naprawdę. Diabolizacja życia społecznego, partii politycznych, rozwodów. Wszystkiego dookoła co sprzeczne z naszym stylem życia. To dzieło szatana.
Z perspektywy Kościoła – szatan jest nikim, nie decyduje o świecie, nie bawi się z nami w wielką grę. Nie ma takiej władzy.
Z perspektywy Drogi – szatan jest silny, ciągle ustawia nasze życia, stawia nam kłody pod nogi, psuje samochody byśmy nie mogli jeździć na konwiwencje. Tworzy korki, zaraża wirusami nasze dzieci byśmy mieli problem z robieniem Drogi.
Dlaczego? Takim wrogiem łatwiej sterować.
Straszenie światem i niewidzialnym wrogiem
Podczas katechez – czy to etapowych, czy to rocznych pojawia się standardowy motyw – straszenie Światem.
Czym jest świat? W sumie wszystkim tym, czym nie jest nasz Kościół. To oczywiście ideologie, różne sposoby na życie, może też konsumpcjonizm. A może też tym być cokolwiek. Wystarczy, że ktoś chce mieć 1 dziecko – już jest „ze świata”, bo woli wybrać spokój niż dzieci.
Albo jak wybiera jakąś formę kariery – już jest ze świata.
Czy te osoby mogą być wolne w opinii katechistów? Nie. Nie mogą, bo życie według Neo to konkretne posłuszeństwo i realizacja celów – rodzenie dzieci, chodzenie do wspólnoty.
Jest też niewidzialny świat. Czyli to czego nie znamy. Aborcje w odległych krajach i gender. Gdzieś tam w Skandynawii albo na zachodzie. Nieważne – teraz i tak tego nie zweryfikujesz. Chodzi o straszenie, wywołanie poczucia zagrożenia.
To, że są to jakieś banalne grupy, które tylko głośno szczekają – to nie ma znaczenia.
Chcesz podzielić się relacją?
Napisz anonimowo na wyznanianeo@gmail.com
Dodaj komentarz