Jak zreforomować Drogę Neokatechumelną? Kilka propozycji, by wrócić na właściwe tory

Udostępnij nasze działania

To jeden z tekstów szkiców, które chcę jeszcze dla Was wypchnąć 🙂

Na tym blogu padło bardzo dużo krytyki pod kątem Drogi. Także diagnozowaliśmy oraz czytaliśmy o problemach i patologiach, które możemy spotkać we wspólnotach oraz w kontaktach z katechistami. Zastanówmy się dzisiaj – co należałoby zmienić, by na Drodze było lepiej?

Na początek ważna kwestia. Poprzez „aby na Drodze było lepiej” nie rozumiemy, aby było łatwiej czy przyjemniej. Chodzi po prostu o to – które kwestie wymagają naprawienia, korekty tak, aby były zgodne z naukami Kościoła. No i przede wszystkim – by zlikwidować znamiona sekty czy nadużyć. No to zaczynamy…

Zweryfikujmy katechistów i znieśmy posłuszeństwo

To pierwszy i chyba najważniejszy punkt. Kim są katechiści? Jak są weryfikowani? Szkoleni? Przygotowani do prowadzenia innych w wrażliwych kwestiach?

No właśnie. Powtarzanie katechez oraz motywów ze skryptów to za mało. Kiedy przed Tobą na Drugim Skrutinium siada osoba z problemami psychicznymi – jak do niej podejdziesz? Kiedy ją skrzywdzisz? Wiesz, czy idziesz „na czuja”?

Jak masz podejść do osób z różnymi problemami? Chcesz ją zniszczyć? Wystarczy odrobina przekręcenia wajchy, by doprowadzić do dramatu.

Katechiści powinni być aprobowani przez władze Kościoła Katolickiego. Przeszkoleni przez pedagogów, psychologów do tego jak prowadzić trudne rozmowy z osobami w trudnych sytuacjach. Obecnie nie mają żadnego mandatu, ani przygotowania. Po prostu kiedyś wybrała ich wspólnota, to wszystko…

Wystarczy naprawdę krótki kurs oraz… tak zwana superwizja. Czyli autoryzowanie co jakiś czas i sprawdzanie czy jako katechista nie przegina.

Posłuszni powinniśmy być Kościołowi i Statutowi. Nie katechistom, oni jedynie mają wspierać w głoszeniu, a nie być wyrocznią wobec wszystkiego. Od tego mamy też sumienie.

Dobrowolność dziesięciny

Dziesięcina jest obecnie nakazem. Przymusem. Jeśli nie dajesz dziesięciny, to nie robisz Drogi, a jak nie robisz Drogi – katechista może Cię wyrzucić za nieposłuszeństwo.

Oczywiście nie zawsze się tak dzieje, ale jest to rozliczane. Dlatego skupmy się na konkrecie. Możesz zachęcić do dziesięciny. Tak, możesz dać ją jako motyw do realizowania jałmużny – tak. Natomiast nie możesz wprowadzać tego jako regułę życia.  

Nie ma to żadnego umocowania w prawie kościelnym, ani w Biblii. Jedyne umocowania Kiko obaliliśmy w wątku:

Naprawmy katechezy …

Czyli nie tylko dość z herezjami. Przede wszystkim ustalmy, że katechezy powinny być konkretne. Nie „jak powie Duch” tylko powinny zawierać konkretne prawdy, które chcemy na danym etapie przekazać.

Etapy weryfikowane przez Kościół. Nie skrypt, który jest niegramatycznym uniesieniem katechisty. Konkretny przekaz, który ma być głoszony.

Czy to zabierze Ducha? Nie. Duch Święty jest silniejszy od tego. Katechezę masz przyjąć do swego serca jako prawdę. Nie chodzi o to, że Duch jest w emocjonalnym słowie, w którym stosuje się przeinaczenia z Biblii, o których pisałem już wielokrotnie…

Zmieńmy stosunek do wielodzietności i powołania

Każdy ma swoją ścieżkę w tym aspekcie. Ty drogi katechisto, nie możesz komuś zalecać pójścia do seminarium, czy ożenienia się z wybranką z pobliskiej wspólnoty 😊

Dodatkowo nie możemy komuś mówić ile powinien mieć dzieci. Robić ciągłych insynuacji, że ktoś „nie otwiera się na życie”. Z tym trzeba skończyć.

Każdy w tym aspekcie ma swoje sumienie. Jasne – zamykanie się na życie i antykoncepcja jest grzechem, ale zgodnie z naukami Kościoła – możemy stosować naturalne metody planowania rodziny. Te, wraz z drobnymi ograniczeniami współżycia, pozwalają powiedzieć niekiedy stop i nie robić tego jak króliki.

Wtedy możemy nie tyle regulować ilość potomstwa, co po prostu zadbać o to, że nasza rodzina jest gotowa na kolejne dziecko. Dlatego poprzez katechezy kształtuje się te sumienia, daje do rozważania ten temat. A nie mówi teksty typu „Jest u Ciebie kiepsko, bo nie jesteś otwarta na życie”.

Mobbing i agresja nie są ok, naprawdę.

Jeśli poskarżysz się na szefa w pracy – dostaniesz pokutę, że masz być mu posłuszny. Generalnie każdy przejaw agresji w Twoją stronę masz odebrać jako krzyż i pamiętaj – nadstaw drugi policzek.

To jedna z wielu bzdur, z którą trzeba skończyć.

Przemoc to przemoc. Nie usprawiedliwiaj brata, że Cię krzywdzi. Po to są metody rozwiązywania konfliktów. Możesz szukać nowej pracy i metaforycznie kopnąć złego szefa w tyłek jak przegina.

Możesz kopnąć w tyłek męża, jeśli namawia Cię do seksu stosując przemoc psychiczną lub … fizyczną.

Nie, nie jesteś jego własnością. Nie, nie musisz poddawać się złu.

Na Drodze wpaja się nam wiele mitów, ale nie mówi o SZACUNKU DO SIEBIE. Dlatego trzeba zerwać z tymi kłamstwami i zacząć wspierać braci, którzy walczą o godność.

Nie zmuszajmy do … proszenia o wybaczenie.

W nawiązaniu do poprzedniego.

Jeśli rodzic Cię skrzywdził – i co gorsza dalej jest patologiczny – nie proś go o przebaczenie. Zresztą nie masz za co.

To jest taktyka licząca tylko na to, by zniszczyć Twoją godność. W mojej wspólnocie kilka osób wyleciało z Drugiego Skrutinium, bo nie chciało prosić rodziców o przebaczenie. Wiesz dlaczego? Bo Ci rodzice walili ich prodiżem. Za co mieli ich przepraszać? Za niewinność?

Katechiści wmawiają, że musimy wtedy prosić o wybaczenie, bo na pewno jakoś zawiniliśmy, albo osądzamy ich w sercu. A na pewno nie dziękowaliśmy im za to kim się staliśmy (czyli osobami poranionymi …)

Guzik trąbka. Potrzebne jest to tylko katechistom. Bo gdy zrobisz taki krok, to wyprujesz wszystkie emocjonalne bebechy i będzie jeszcze łatwiej Tobą sterować. Albo inaczej – nie odejdziesz, bo emocjonalnie wykonałeś/aś zbyt duże poświęcenie!

Eucharystia dla parafii

To proste. Eucharystia nie może być tajna, a Neoni muszą mieć Eucharystie publiczną. Kropka.

Konkretna godzina, w kościele, ogłoszone w intencjach. Nie stoi nic na przeszkodzie – NIC – by Eucharystia była jawna. Wystarczy zarezerwować co sobotę o 20 intencje „Za wspólnoty Neokatechumenalne” i tyle. Przychodzi ksiądz – jest Eucharystia, nawet ze wstępami i echem.

Byłem w parafiach, gdzie takie coś się zdarzało, bo salka była np. w remoncie. I co? Nic. Każdy mógł przyjść i się modlić.

To jest nawet potencjalnie lepsze, bo pokazuje, że Droga jest otwarta na innych.

Jak jest obecnie? Jeśli masz znajomego neona, który wprowadzi Cię na Eucharystie – to na niej będziesz. Jak nie masz – to musisz prosić się odpowiedzialnego w parafii…

Katechumenat prawdziwy – czyli konkretny czas i przejrzysty program

W niektórych wspólnotach oraz w czasach antycznych było to sprecyzowane. Konkret. Ile lat, dlaczego mogą wyniknąć opóźnienia.

Robimy katechumenat pochrzcielny, odkrywamy wiarę. Ma to mieć swoje tempo. Nie ma zsyłek do innych wspólnot. Każdy rozwija się, zgłębia duchowość – a potem, celebruje i uwielbia Boga służąc innym.

Te kilkanaście konwiwencji etapowych i katechez można zmieścić na przestrzeni max 10 lat. Na spokojnie. Bo większość z nich to tak naprawdę jedna katecheza i multum owijania w bawełnę na kwestionariuszach, przerwach, agapach i laudesach…

Koniec małpowania Świadków Jehowych…

Świadectwa publiczne tak – chodzenie po domach – dajcie spokój.

Jeszcze to mówienie w katechezach, że „Wcale nie jesteśmy jak oni”. Nie, wcale – a co robimy?

Chodzimy po dwóch? Tak.

Mówimy o wspaniałości Boga? Tak.

Czytamy Słowo? Tak.

Mówimy jak nas zmienia? Tak.

Czy namawiamy na coś więcej? Niekoniecznie.

No to jaka różnica?

Dlatego konkretnie – poprzez misje działajmy na różnych polach w parafii i okolicach. Współorganizujmy wydarzenia, bądźmy inicjatorami tego by coś się działo wokół. Zbierajmy ludzi z zewnątrz. Ale nie wbijajmy im się na chatę.

Przejrzystość finansowa Drogi

Obecnie nie ma sprawozdań finansowych, zero info. Parafie wprowadzają konkrety – na tacy zebraliśmy tyle a tyle.

Dlaczego nie może być „w worku na koniec miesiąca mamy tyle zł” ?

Nie bójmy się świata i skończmy demonizować

Świat nie zabija. Jasne – jest zagrożeniem, ale tylko tak możemy dać smak. Możemy pokazać, że jesteśmy chrześcijanami jeśli pójdziemy na imprezę. Możemy podczas kolegowania się z innymi, niewierzącymi.

Jednocześnie świat jest też miejscem gdzie mamy działać. Nad Neonami jednak nieustannie otwiera się parasol bezpieczeństwa – chodzisz tylko po domach i na własnych zasadach, robisz misje na własnych zasadach. To są pozory, które tak naprawdę robią wstępną selekcję.

Mówiąc inaczej – jeśli nie pójdziesz do biednych i poranionych osób ze świata, by z nimi pogadać, poprzebywać. To nie doświadczą Twojej radości ze spotkania z Chrystusem, po prostu.

Napisałem 11 punktów… ale czy to koniec? Myślę, że taka lista mogłaby być dłuższa. Jeśli masz coś od siebie napisz w komentarzu. 😊

Komentarze

4 odpowiedzi do „Jak zreforomować Drogę Neokatechumelną? Kilka propozycji, by wrócić na właściwe tory”

  1. Awatar Anonim
    Anonim

    Niestety drogi nie da się zreformować. Ryba psuje się od głowy. Spójrz na Carmen i Kiko. W ich życiu nie zrealizowały się owoce Ducha Świętego takie jak: cierpliwość, łagodnosc, wyrozumialosc, opanowanie .

    1. Ciekawa perspektywa… To troche skomplikowane, nie odbierajmy im bycia grzesznymi. Niemniej jest to jakiś ważny argument, że bez wymiany „góry” nie może być mowy o zmianach koncepcyjnych.

      1. Awatar Anonim
        Anonim

        Kilka lat temu, pod wpływem wielu skarg osób pokrzywdzonych, osoby odpowiedzialne w Watykanie za nowe ruchy w kosciele zarządziły program naprawczy drogi, między innymi poszanowanie forum internum, ale też wydały inne zalecenia, myślę że w dużej mierze zbieżne z Twoimi. Dały nawet konkretny termin, który już minął.

        I co?

        Ano nic? Ciiiisza..

        Dziwne prawda?

        A tyle się nasłuchałam o posluszeństwie.

        Statut jest ok, tylko jak się okazało cele deklarowane rożnia się od rzeczywistych.

        1. Nie słyszałem o programie naprawczym Drogi. Natomiast… nie dziwi mnie to, że niewiele się zmieniło. Albo inaczej – mogło się coś zmienić w niektórych parafiach poddawanych „inspekcji”, natomiast dlaczego zmiany miałyby dokonać się w Polsce?

          Przecież w kuriach, episkopatach i Watykanie też są zwolennicy Drogi. To nie są osoby bezstronne w tym całym procesie. Droga zyskała sławe dzięki kilku ważnym duchownym (Murcillo chociażby w Madrycie). Gdy były dyskusje wszczęte przez kard. Burke’a czy Arinze – to tez je zastopowano. Nawet nie wydano oświadczenia potem. Wszystko rozgrywa się „wewnątrz” korytarzy watykańskich, a my jesteśmy nadal skazani na katechistów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *