Tytuł trochę prowokacyjny… a troszkę nie. Ta lista to osobista perspektywa. Możecie oczywiście dorzucić w komentarzach swoje spostrzeżenia.
To nie jest temat dla mnie łatwy – dlatego zachęcam do współpracy w komentarzach. W kwestiach teologicznych nie zawsze jest mi łatwo się poruszać 😉
Czy istnieją herezje w neokatechumenacie? Tak i nie. Podobnie jak z tematem sekty – herezja istnieje wtedy, kiedy zatwierdza ją Kościół jednoznacznie. Na obecnym etapie to bardziej dyskusja o sposobie nauczania, oraz w którym kierunku, w którym zmierza. Poniżej kilka moich spostrzeżeń, które wymykają się kontroli.
Eucharystia na Drodze neokatechumenalnej – ofiara czy wieczerza?
Temat, który mógłby być wałkowany długo w artykułach. Główny zarzut jednak opiera się na jednym – czy Eucharystia postrzegana w Neo jest jako ofiara? W katechezach nie znajdujemy jednoznacznego potwierdzenia.
Cyt z Linii Orientacyjnych:
„Aby zrozumieć, co chcę ci powiedzieć, skoro masz jaśniejsze wyobrażenie o sakramencie Eucharystii, pomyślże był czas, w którym Eucharystia była postrzegana niemal wyłącznie jako ofiara, do tego stopnia, że jedną z nazw Eucharystii była „Ofiara Mszy”. Protestanci podkreślali inny aspekt. Dzisiaj wszystkie badania odnowy odkrywają centrum sakramentu, a teraz Eucharystia jest zasadniczo postrzegana jako Pamiątka męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, jako celebracja paschalnej tajemnicy Jezusa Chrystusa.”
Zauważcie tutaj to o czym pisałem już wielokrotnie przy tym jak tworzone są manipulacje. Najpierw pokazuje się, że Twoja wiedza jest nieaktualna, my wiemy lepiej, chcemy Ci coś pokazać…
I do kompletu:
„Pojawienie się Boga natychmiast wywołuje odpowiedź u człowieka. Tą odpowiedzią jest właśnie EUCHARYSTIA. Zgodnie z naszą mentalnością słowo „Eucharystia” jest w praktyce synonimem uczty tylko postaci eucharystycznych, chleba i wina, w szczególności hostii przechowywanych w tabernakulum. Ale jest to nadużycie tego słowa. Chleb i wino są „postaciami eucharystycznymi”. W swoim pierwotnym znaczeniu i w tym, czym jest dla pierwotnego Kościoła, słowo „Eucharystia”, jak zobaczymy, nie jest tym. Dla nich „Eucharystia” jest przede wszystkim tym, co wyraża. Hebrajskie słowo „Beraka”. Eucharystia jest zasadniczo odpowiedzią na interwencję Boga. Interwencja Boga bezpośrednio wywołuje radosną odpowiedź, ucztę. Sercem Eucharystii jest uniesienie, szczęście, uczta, niesamowita radość. Interwencja Boga w Maryi natychmiast wywołuje w niej Magnificat (patrz Łk 1,46-55). Magnificat jest Beraka, prawdziwą Eucharystią, prawdziwą odpowiedzią uniesienia.
I nastąpiło przełożenie wajchy na drugą stronę. Tak powstaje problem z Eucharystią w Neokatechumenacie. Schematycznie to wygląda tak:
- Jezus składa siebie jako ofiarę (cyt. Biblia) w nawiązaniu do Melchizedeka i pierwotny Kościół od zawsze mówił, że to ofiara – oczywiście w ramach PASCHY
- Według Kiko i Carmen nastąpiła stopniowa degeneracja, dlatego z upływem wieków stało się to tylko ofiarą
- Tak naprawdę odkrywamy, że Eucharystia jest imprezą, celebracją i ucztą.
Czym jest Beracha?
By wyjaśnić – słowo beraka, na którą powołują się Kiko i Carmen nie ma nic wspólnego z Eucharystią. Beraka – w spolszczonej wersji Beracha, jest błogosławieństwem, czymś na wzór toastu.
Skąd to się wzięło? Cóż… Powód jest bardzo prosty. Stało się to za sprawą różnych prądów liturgicznych w obrębie kościoła z lat 50-70. Nie oznacza to jednak, że wszystkie te prądy były w pełni wartościowe. Odkrycie bardziej tajemnicy Paschy – na co kładzie nacisk Kościół, nie oznacza przełożenie wajchy do maksimum i zapomnienie o ofierze – jak to się stało w Neokatechumenacie.
Ale to temat na naprawdę długą dyskusję. Podobnie kwestia sprawowania Eucharystii. Dochodzi do wielu nagięć OWMR, ale z drugiej strony Neokatechumenat ma masę obwarowań i zgód, które nie zawsze są ujawniane w aktach watykańskich publicznych.
Jesteś zero plus grzech i niechęć do spowiedzi
Z tematu Eucharystii przechodzimy do sakramentu pokuty i grzechu. Jaka jest natura człowieka? Jak bardzo jest uwięziony w grzechu i swojej niemocy? Tak naprawdę wszystkie katechezy Kiko opierają się na fragmencie często skrutowanym…
Fragmencie z listów św Pawła:
„18 Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. 19 Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę.” Rzymian rozdział 7
I na tym najczęściej się poprzestaje. To daje istotną przesłankę do niezliczonych katechez, w której często pada sformułowanie „Jestem zero plus grzech”. Jest to oczywiście nieprawda.
Temat wyznania grzechu i absolucji jest zresztą poruszany również podczas katechez początkowych. To fragment z katechez o pokucie:
„W przypadku pokuty, w odniesieniu do odpuszczenia grzechów, jeśli zbyt mocno podkreśla się skuteczność rozgrzeszenia, istnieje ryzyko, że nabierze ono magicznego znaczenia, jakby samo w sobie wystarczyło, by odpuścić grzechy. Wyznaj swoje grzechy, otrzymaj rozgrzeszenie, a będziesz miał spokój. Od szesnastego wieku nic się nie zmienia. Tak właśnie przeżywaliśmy spowiedź: wraz z położeniem nacisku na absolutną skuteczność sakramentu, wartość znaku, który umożliwia otrzymanie tego odpuszczenia, znika z pola widzenia. Staje się czymś drugorzędnym. Na pierwszym planie, jako coś istotnego, pozostaje proste
wyznanie grzechów i otrzymanie rozgrzeszenia. Spowiedź staje się czymś magicznym lub prywatnym.”
Katechizm Kościoła Katolickiego jednocześnie wskazuje, że:
„Sakrament pokuty jedna nas z Kościołem. Grzech narusza lub zrywa wspólnotę braterską. Sakrament pokuty naprawia ją lub przywraca. W tym sensie nie tylko leczy on powracającego do komunii kościelnej, lecz także ożywia życie Kościoła,”
Dodatkowo o Chrzcie i zmyciu grzechu
1279 Skutek chrztu lub łaski chrzcielnej jest bardzo bogatą rzeczywistością. Obejmuje ona: odpuszczenie grzechu pierworodnego i wszystkich grzechów osobistych, narodzenie do nowego życia, przez które człowiek staje się przybranym synem Ojca, członkiem Chrystusa, świątynią Ducha Świętego.
To wszystko katechiści pokręcili.
W rzeczywistości Katolickiej – po chrzcie i spowiedzi jesteśmy UWOLNIENI od zła i grzechu pierworodnego.
Natomiast w Neo, tak naprawdę będziemy uwolnieni dopiero… na etapie Wybrania, albo nawet do samej śmierci. I tak, nie oznacza to, że według KKK zło już nie istnieje, ale nie może górować według nas nad chrztem!
Stopniowa akceptacja grzechu
Od pewnego momentu – gdzieś od Drugiego Skrutinium, ale później się to nasila – pojawia się u katechistów coś niewytłumaczalnego. Zaczyna się coraz więcej akcentów skupionych wokół akceptacji samego siebie i no właśnie – grzechu.
To oczywiście wynika już z pierwszych katechez. Skoro uważamy pokutę i chrzest jako coś magicznego, co wcale nie zmywa grzechu – bo on nadal jest – to mamy dwa wyjścia. Albo cierpieć, albo go zaakceptować.
Stąd pojawia się wielokrotnie w katechezach, że można „zgodzić się na grzech”. Nie walczymy już z nim, ale… akceptujemy w naszym życiu. Akceptujemy swoje nałogi, akceptujemy zdrady, akceptujemy mobbing. Bo to tylko nasze krzyże albo grzechy, których nie możemy się wyzbyć.
Ogólnie samorealizacja, albo udoskonalanie się jest postrzegane w negatywnym tonie:
„Nie ma sensu mówić: „Poświęćcie się, bądźcie mili dla siebie nawzajem, kochajcie się”. Jeśli ktoś spróbuje to zrobić, stanie się największym faryzeuszem, ponieważ zrobi wszystko dla swojej osobistej doskonałości i będzie osądzał” oraz dalej „Potrzeba konfesjonałów pojawia się, gdy praktyka prywatnej spowiedzi staje się powszechna. Rozpowszechnienie konfesjonału, z takimi szczegółami jak kratka itp., było spowodowane szczególnie przez św. Karola Boromeusza. W ten sposób spowiedź jako środek osobistego uświęcenia, a także kierownictwo duchowe staje się częścią drogi do doskonałości.”
Tak, spowiedź i walka z grzechem jest pewną drogą do doskonałości, bo dążymy drogą do świętości! To wcale nie oznacza, że zaprzeczamy, że jest grzech, tutaj kryje się kolejna manipulacja ze strony Carmen i Kiko. I w takim razie Karol Boromeusz rozumiem… mylił się? Tutaj jest duży kontrast, bo nie pierwszy raz pokazuje się dawnych świętych Kościoła jako sprawców czegoś negatywnego.
Jesteśmy Chrystusem i aniołami – słowo od katechistów
Nie będę tutaj długo się rozwodził – każdy z nas to słyszał – czyli katechistów przyrównujących się do Jezusa Chrystusa, ale częściej do aniołów:
„To jest zwiastowanie. Zobaczmy paralelę z nami. Bóg wysłał ci ~ posłańca, anioła (trochę brzydkiego i brodatego… ). W Kościele pierwotnym „anioł” nie oznaczał tylko bezcielesnej istoty, ale apostoła, posłańca. Dlatego Apokalipsa nazywa biskupów Kościołów aniołami.
A wędrowni apostołowie, którzy głosili Dobrą Nowinę, byli również nazywani aniołami”
No i znów wypada zapytać… naprawdę tak jest? Okazuje się, że niekoniecznie.
Nie chodzi bowiem o to, że w kościele pierwotnym anioł oznaczał apostoła i posłańca. Tylko ogólnie językowo – w etymologii – anioł znaczy posłaniec. Czyli to tak jakby powiedzieć „Bóg posłał posłańca”.
Nie zmienia to jednak kwestii ich natury. No i ciekawe co z upadłymi aniołami… hm? 😉
Tylko Droga daje zbawienie
To już było poruszane przy kilku wątkach. Chętnych odsyłam tutaj i tutaj
Pascha to przechadzający się Chrystus
Ciekawy wątek, o którym szerzej pisałem już dawno. Czym właściwie jest Wielkanoc i Pascha w Neokatechumenacie? Czy jest czymś konkretnym tak jak w Kościele Katolickim wszędzie? Czy może czymś odmiennym?
Podczas Paschy tworzy się specjalną katechezę. Że Chrystus nie tylko umarł i zmartwychwstał, ale też PRZECHODZI pośród nas. Jakby tylko tego dnia, w tej rzeczywistości. To jest myślenie wyjątkowo magiczne, ale nieusystematyzowane. Działa tutaj wyłącznie związek językowy – skoro Pascha to przejście, to Chrystus przechodzi (głębokie, prawda?).
Mnie to nigdy nie ruszało i wątpliwość zasiało we mnie pierwsze echo na passze które usłyszałem. Brzmiało mniej więcej tak „Jestem na Passze już któryś raz, nigdy nie doświadczyłem Chrystusa, zawsze jest tylko to samo i to słowo nigdy się nie realizuje”.
Kurtyna upadła, wszyscy byli cicho i nie wiedzieli tak naprawdę jak zareagować.
Tylko katechiści pozwolą Ci się zbawić
Również odsyłam do tematu dot. herezji z wprowadzenia w modlitwę.
Naciągania biblijne
To jest bardzo ciekawy wątek. Niemal mój ulubiony. Carmen i Kiko zawsze coś odrobinę przekręcają. Trudno to nazwać herezją, bo często to nie jest oficjalne nauczanie Kościoła i tego nie dotyczy. To raczej coś co zmienia nasz punkt widzenia na rzeczywistość. Przykładem jest katecheza o samarytance, gdzie Carmen próbuje wmówić nam, że jej „mąż” to tak naprawdę „bożek” podczas gdy językowo to naprawdę tylko i wyłącznie mąż w znaczeniu partner.
Drugi przykład – przeczytajcie sami od Kiko;
„Pamiętajmy, że Pan mówi: „Wielu jest powołanych, a mało wybranych”. powołanych, a wybranych jest niewielu”. A kim są wybrani? Są powołani są nazywani „wybranymi” ci, którzy są na ostatnim etapie, na etapie przed chrztem. przed chrztem” 😊
i trzeci, interpretacja apokalipsy, zbawienia i tak naprawdę neokatechumenatu?
„Objawienie jest również napisane w kluczu katechumenalnym, ponieważ katechumenat jest obrazem, typem całego życia chrześcijańskiego. Wy również słyszeliście Słowo zbawienia na jakiejś katechezie, a potem był czas napięcia, w którym to Słowo zaczyna się wypełniać. Następnie katecheci powracają i dają wam doskonalsze, większe, pełniejsze Słowo. Po kolejnym czasie napięcia, aż wracamy ponownie. Tak wygląda cała historia zbawienia.
Sola scriptura, Sola Fide i Sola Gratia?
Elementy protestantyzacji często są widoczne w Neo. Nie oznacza to, że to protestancka wspólnota, jednak samo to, że mamy słuchać Echa słowa w sposób jednokierunkowy. A także, że mamy interpretować sami Biblie jest dość kluczowe. Podobnie tylko łaska daje nam zbawienie, bo sami nie jesteśmy w stanie niczego zrobić – to także nie jest stricte katolickie myślenie.
Kazanie na górze jako opus magnum
Na koniec coś kontrowersyjnego. Czy dosłowne odbieranie Kazania na Górze jest… złe? Cóż, w Neo u podstaw, na pierwszej konwiwencji założycielskiej słuchamy Kazania na Górze. I zadaje się nam potem pytanie „czy jesteś w stanie żyć tak jak tutaj jest napisane?”
„Jesteś?”
No najczęściej nie jesteśmy. Czy to oznacza, że kiedyś będziemy w stu procentach? Czy ideał jest osiągalny? Carmen i Kiko przyjmują tutaj protestnacką wizję płynącą od Lutra – nakazy nie są możliwe do spełnienia, ma uświadamiać nam grzeszność i słabość, i to ma prowadzić nas do Boga i pokuty.
Podczas gdy bardziej katolicka perspektywa zakłada, że to zbawienie już się dokonało przez Jezusa i my możemy pracą we spół z łaską – dążyć do tego.
Jakie Ty dostrzegasz herezje?
No właśnie. A jaka jest Wasza perspektywa? Od siebie mógłbym dodać jeszcze rolę katechistów, sprzecznych zresztą z prawem i uzurpującymi sobie prawo do nauczania, podczas gdy nadużywają znaczenia i statutów Neokatechumenatu.
Dodaj komentarz