Na czym polega gotowanie żaby? Poradnik Drogi Neokatechumenalnej

Udostępnij nasze działania

Czy wiesz na czym polega gotowanie żaby? Jeśli wrzucić ją do wrzątka – szybko wyskoczy. Jednak w zimnej wodzie poczuje się dobrze i stopniowe gotowanie wody powoduje, że się przyzwyczaja. Aż umiera. Katechiści z nami na Drodze robią to samo. Post odrobinę humorystyczny, odrobinę przerażający…

Etap pierwszy – love bombing

gotowanie żaby

Zaczynamy od zimnej wody. Wrzucamy adepta na katechezy. Tzn. zacznijmy od tego, że w ogóle nie nazywamy tego katechezami Drogi Neokatechumenalnej. Ani „katechezami neokatechumenatu”. Są to tak zwane katechezy zwiastowania. W których opowiadamy Ci o wierze i o tym, że Bóg Cię potrzebuje, kocha.

Na katechezy przychodzisz ok 2 razy w tygodniu. Zacznijmy od tego, że robimy sztuczny tłum. Zapraszamy starsze wspólnoty, by przychodziły z innymi – szczególnie tymi, którzy są w trudnej sytuacji życiowej. Mamy na nie przychodzić, bo to powoduje, że ludzie czują się swobodniej, bardziej anonimowo i mają poczucie, że grupa to akceptuje.

Potem mówimy im wiele rzeczy, uczymy pieśni, prowadzimy liturgie. Ale dopiero na końcu wspominamy o tym, że muszą wyjechać na konwiwencję. Tak na około 3-4 katechezy. Oczywiście nie jest to informacja „tam zostaniesz włączony do wspólnoty” tylko „jedź zobacz, to świetna okazja” oraz uwaga – „może to być świetny pomysł na spędzenie weekendu”.

Etap drugi – konwiwencja

Na tym etapie mówimy im, że zakładamy wspólnotę. To znaczy o tym nie wiedzą na 100%, ale im wyjaśniamy argumentując to teologicznie oczywiście. Podkreślamy to różnymi aspektami, że będziecie ważną częścią parafii, że to jest teraz ważne dla Kościoła. Więc stworzyliśmy wspólnotę i zapraszamy na spotkanie organizacyjne. Aha, no i wybierzmy teraz odpowiedzialnego – tzn. małżeństwo, które najbardziej polubiliście, bo i tak nikt nikogo nie zna. Robimy głosowanie – wybieramy odpowiedzialnych, a Ty jak zszokowany nie wiesz jak zareagować, więc mówisz tak.

Etap trzeci – spokojne życie

Tutaj przychodzicie na spotkania, liturgie słowa, Eucharystie, katechezy itp. Generalnie wiele rzeczy jest dla Was, bardzo wam pomagamy. Wszystko można rozwiązać, nie ma żadnych konfliktów. Jeśli chcecie to dzwońcie, pytajcie nas o wszystko. Nauczymy Was robić chleb, i grać pieśni. I pokażemy jak to wszystko działa.

Etap czwarty – sądy w neokatechumenacie

Po roku dajemy Wam wielki dar – SĄDY. Od teraz raz w miesiącu możecie nawrzucać swojemu bratu dlaczego go nie lubicie. A potem powiedzieć, że robicie to Z MIŁOŚCI. To, że go skrzywdzicie nie ma znaczenia, bo robiliście to na konwiwencji, która jest otoczona Duchem Świętym. Dlatego prosicie go potem o przebaczenie, prawda?

Idealny mechanizm zaorania trochę tak wygląda:

– Chciałbym prosić o wybaczenie brata X, wiesz uważam, że jesteś próżny i wkurza mnie Twoje śmieszkowanie, ale proszę Cię o wybaczenie.

No i co odpowiesz? Nic, w końcu jak nie przyjmiesz wybaczenia, to wyjdziesz na złego chrześcijanina. 🙂 Zaczynasz czuć się nieswojo, coraz bardziej nie lubisz niektórych braci – ale już po ponad roku chodzenia i intensywnych tygodni, katechez, konwiwencji – zaczynasz to akceptować. Bo w końcu katechiści ciągle mówią, że masz akceptować swojego brata takim jakim jest…

Etap Piąty – Pierwsze skrutynium

Zaczynamy powoli podgrzewać wodę i wchrzaniać się w Twoje życie. Do tego momentu praktycznie o nic nie pytaliśmy. Tylko jak masz na imie, jak Ci się wiedzie. Teraz spytamy Cię na przykład o Twoje krzyże. Co Ci ciąży. Ale halo, nie takie, że „coś mnie boli” takie mięso z życia powiedz. Na przykład, że żona Cię zdradza. Albo że oglądasz pornografie – to nam się najbardziej podoba.

Nie pytamy oczywiście wprost. Robimy konwiwencję, modlimy się, głosimy Ci słowo, że jak się nie otworzysz, to będziesz potępiony itp. 😊

Dajemy oczywiście do tego znaki, czujesz się włączony w katechumenat, oraz że zaczynasz naprawdę Drogę. No i jeszcze masz zmierzyć się ze znakiem – sprzedać wszystko i rozdać ubogim. Ale jak to zrobić? Katechiści nie mówią… Tylko zachęcają do modlitwy… Powiedzą tak naprawdę trochę później, że jednak źle rozeznałeś 🙂

Etap Szósty – Shema

Teraz Ci powiemy jak masz żyć. Jak masz kochać się z żoną, jak traktować dzieci, jak wychowywać. Jak masz prowadzić rodzinę i w ogóle wszystko bo wiemy lepiej. Nawet jak ma wyglądać stół. I jak ma być pościelone łóżko (wiesz, że z baldachimem jest lepsze? tak słyszałem, nie kłamię). Dziecko ma się Ciebie słuchać, aż do katechez, masz je siłą tam posłać. To oczywiście daje Ci pewne poczucie stabilności, prawda? „No w końcu jest jakaś podstawa do życia, teraz wiem jak mam myśleć”. Każdy z nas potrzebuje jakiegoś ugruntowania ideologicznego.

Etap siódmy – 2 skrutinium, czyli psychoterapia

Myślałeś, by pójść na terapie? Bez sensu. Powiemy Ci teraz jak rozwiązać swoje krzyże, problemy i tzw. „afekty”. W dodatku poprosimy Cię o znak w pieniądzu – najlepiej bogaty! Co ciekawe – zrobimy to dwa razy, bo nawet jak już zrobiłeś po pierwszym skrutinium – to teraz jeszcze raz 🙂

Teraz zaczynamy być chrześcijanami na poważnie! Już nie jesteś w etapie pokorze! Rozwiąż problemy z rodziną, albo zerwij kontakty. Wybierz tylko wspólnotę. Już nie ma „tego i tego”. Jest tylko Droga. Oddaj wszystko Neokatechumenatowi i biskupowi. Zawierz wszystkie problemy katechistom i wypełnij ich polecenia. A Ci, którzy nie spełnili wymagań katechistów? Nie odzywaj się do nich, to jest ich życie – sami muszą sobie poradzić.

Etap ósmy – Wprowadzenie w Modlitwę.

Zauważyłeś już, że drugie skrutynium to jednak nie jest taka dobra terapia. Problemy się nie rozwiązały i generalnie wszystko jest takie samo. Bracia się nie zmieniły, rodziców to jednak dalej osądzasz za to lanie w dzieciństwie albo nadal wracasz do pornografii… Damy Ci pewne wskazówki – oparte na fałszach lub przeinaczeniach teologicznych. Podeprzemy to Duchem Świętym. A biskup będzie się modlił o wytrwałość nad Tobą. Nie zmarnuj tego!

No i damy Ci brewiarz. Pamiętaj, że jak nie będziesz się modlił, to będziesz miał problemy.

Modlitwa sprawia problemy? Musisz się nawrócić, to Twoja wina, walcz! Teraz albo nigdy. Ja nie żartuję, musisz poświęcić godzinę z rana każdego dnia na modlitwę. Wstawać wcześniej, bez wymówek.

Etap dziewiąty – głoszenie i dokładanie ciężarów

Dobra już sprzedałeś wszystko, jesteś pokorny (a na pewno smutny, bo pamiętaj – dobry neon, to smutny neon), ciągle się modlisz – a na pewno powinieneś. Teraz idź i zachowuj się jak Świadek Jehowy, chodź od drzwi do drzwi i rozmawiaj z ludźmi mówiąc o tym jak Bóg zmienił Twoje życie. Nie przejmuj się, że będziesz odtrącony. Taki Twój los, przyjmuj to z pokorą.

Etap dziesiąty – pielgrzymki i wieczne kolekty

Oh już tyle zrobiłeś! To teraz zabierzemy Cię na wycieczki – do Loreto czy Jerozolimy. Za które oczywiście sam zapłacisz. Ale pokażemy Ci jaka Droga jest silna. To, że oddałeś kilkadziesiąt tysięcy w swoim życiu do worka, nic nie znaczy. Tam oczywiście poprosimy Cię o kolejne datki. Będziesz jeszcze więcej chodził na liturgie i spotkania. Pamiętaj na przykład o tym, by codziennie we wspólnocie robić jutrznie adwentowe – więc w zimę jeździsz na 4 lub 5 rano do salki. Nie wysypiasz się, ale to nieważne. Sen jest dla świata, w nocy spotykasz Boga.

Etap 10. Za późno. Jesteś ugotowany.

Co masz teraz zrobić? Po około 20 latach na Drodze? Spędziłeś tu całe życie, wszystko temu podporządkowałeś, głosiłeś publicznie jak Droga zmieniła Twoje życie (bo tak kazali Ci katechiści). Oddałeś cały dobytek, wiele oszczędności. Jesteś teraz przywiązany do wspólnoty. Mentalnie, finansowo (bo dajesz dziesięcinę i otrzymujesz z niej dary…). Nie masz już znajomych spoza wspólnoty. Z rodziną nie utrzymujesz dobrych stosunków – a jak skoro nie miałeś czasu ich odwiedzać? Bo jak ma wyglądać Twój dzień teraz? Jak niedziela bez laudesów? A może z laudesami? Ale to neońskie więc mam wątpliwość… prawda?

Za późno. Zostałeś ugotowany.

To można traktować żartobliwie… ale takie nie jest. Naprawdę zamykamy się w swoim kręgu, nie mamy już po 15-20 latach pomysłu na siebie, prawda? Nasz krok wyjścia z Drogi, jeśli byliśmy na niej aktywni i poświęcaliśmy dużo czasu – wymaga wielkiego samozaparcia, pracy, częstokroć pójścia do psychologa…

Jeśli chcesz się podzielić swoją historią napisz na wyznanianeo@gmail.com

Komentarze

7 odpowiedzi do „Na czym polega gotowanie żaby? Poradnik Drogi Neokatechumenalnej”

  1. W nieco humorystyczny sposób opisałeś kolejne etapy drogi neokatechumenalnej, jednakże w stu procentach oddałeś stan faktyczny życia w tej destrukcyjnej wspólnocie. Byłem na drodze prawie 20 lat i wszystko co napisałeś jest prawdą. Mój ojciec nadal tam trwa I rzeczywiście praktycznie nie ma kontaktu ani ze mną ani wnukami . Mimo tego że nikt z nas od Kościoła nie odszedł.

    1. Pamiętam, gdy wchodziłem do wspólnoty z braćmi, z którymi naprawdę dało się pogadać o wszystkim i Ci ludzie mieli swoje zdanie… Teraz niestety tylko ogólniki, a jak jest kontrowersyjny temat to „katechiści to, katechiści tamto”.

      1. Awatar
        Anonim

        Dokładnie. Po latach drogi neokatechumenalnej zatraca się zdolność samodzielnego myślenia. Po pierwsze jak piszesz , ogólniki czyli tzw język drogi którym to odpowiadają wszystkim bez wyjątku, slogany i nic nie znaczące hasła. Po drugie wszystkie swoje decyzje życiowe są konsultowane z katechistami, brak własnego zdania.

  2. Awatar taki teges
    taki teges

    Najciekawsze jest to, że sami katechiści są świadomi, że to gotowanie, bo słyszałem nawet na założeniowej: jak byśmy wam teraz powiedzieli, co was czeka za kilka etapów to byście się wystraszyli.

    Poza tym to przypomina już życie zakonne od pewnego momentu, a to przecież życie w świecie – praca, wychowanie dzieci, maleństwo… – gdzie czas na te podstawowe sprawy życia świeckiego?

    1. Istotnie. A innym mamy nie mówić bo to „rzucanie pereł przed świnie” 🙂

  3. Awatar
    Anonim

    Czytam już kolejny artykuł. Niektóre spostrzeżnia są celne. Ale sporo z nich to niestety manilpulacje, mimo że sam podajesz się za wroga manipulacji. Przykład: na katechezach od razu byliśmy informowani, że będą się one kończyły utworzeniem wspólnoty. Inny: w życiu nikt u nas na kubku nie mówił takiej idiotycznej formułki, jaką przedstawiłeś. Na osobności też. Raczej mówił to, do czego doszedł pod wpływem Słowa, Ducha Św. itd. W niektórych miejscach piszesz, że Droga ma swoje zalety. Ale jakoś nie widzę za dużo na ten temat. Za to jest tutaj tyle jadu na neo, że momentami przykro czytać. I żeby nie było, nie jestem z tych pokornych. Sama też mam swoje zarzuty (np. o tę pseudo-wolność). Po prostu razi mnie taka manipulacja z ust jej „przeciwnika”.

    1. Radziłbym uważać na „dochodzenie pod wpływem Słowa, Ducha św” to nie jest jakiś wyznacznik. Być może właśnie Ty dajesz się wciągnąc pod pewien wpływ, że najpierw jest coś serwowane, a potem przyjmujesz to jako rozeznanie? To częsty objaw w Neo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *