Z katechistami już tak jest, że nie da im się przegadać. A w związku jak jedna osoba im uwierzy – a druga nie, to jedyną opcją chyba pozostaje rozwód. Trudno to pogodzić jeśli chce się żyć jak partnerzy i przyjaciele – pisze Robert, w poruszającym wyznaniu jak katechiści i Droga doprowadzili do rozwodu małżeństwa.
Znalazłem tę stronę bo często szukam czegoś nowego o Neokatechumenacie. Tak naprawdę ta wspólnota rozbiła moje życie i jestem teraz sam.
Mam prawie 50 lat, świeżo po studiach – w dużym mieście – razem z żoną poszliśmy na katechezy. I początkowo było świetnie. Układało nam się. Nasza więź się wzmacniała. Byliśmy młodym małżeństwem, niestety nie mogliśmy mieć dzieci.
Potem wiadomo, przychodziły skrutynia, ciężkie spotkania z katechistami.
Ale najbardziej wstrząsnęło mną jak katechiści nas zaczęli atakować i sterować. Ja zacząłem się wyłamywać. Moja żona jednak nie.
Dochodziło do rozłamów. Moją żonę być może sterowano. Nie wiem jak to wyglądało. Nasz kontakt znacznie się utrudnił. Najgorsze było to, że w dyskusjach… ona na wszystko miała odpowiedz jak katechiści. TO MÓJ PROBLEM, a nie Drogi.
Wiesz. Jeśli się rozwiedliśmy, to problem leżał po moim braku akceptacji Drogi Neokatechumenalnej i wspólnoty. Bo ONI nic złego nie zrobili. Z samego założenia.
To był mój problem, bo zwiódł mnie szatan. Bo (rzekomo) nie dawałem dziesięciny. Zaczęto mnie o to dopytywać, i nawet gdy mówiłem, że daje oni sugerowali, że oszukuję bo miałem o to pretensje.
Dopytywali czy odmawiam brewiarz – i znów nie wierzyli. Potem oczywiście jak nie wiedzieli czego się przyczepić… to ZAŁOŻYLI, że masturbuję się, albo mam kochankę.
A ja po prostu zadawałem im niewygodne pytania. O Eucharystie, o nasz statut, którego wtedy nie było, o pieśni, o wszystko wkoło. O to kto daje im prawo do egzaminowania mnie.
Żona oczywiście wzięła ich stronę, bo „gdybym był posłuszny, to nie byłoby problemu”.
Bo posłuszeństwo = brak pytań.
No to nie byłem, faktycznie. W końcu doprowadziło to do spotkania w sądzie.
Od tego czasu, a minęło już trochę lat jest naprawdę ciężko żyć gdy widzę, że prowadzone są katechezy zwiastowania. Jak to wszystko nadal istnieje i ludzie są krzywdzeni…
Lata mijają, ja mam rozbitą rodzinę, a żona prawdopodobnie nadal chodzi na spotkania Drogi i modli się o scalenie rodziny. Tylko to scalenie już może przebiec tylko przez jedno – moje nawrócenie. Bo jeśli ja się nie nawrócę … to się nie uda. A nawrócenie to oczywiście powrót na Drogę i przeproszenie katechistów.
Dodaj komentarz