Ten wpis jest nietypowy… bo to zaproszenie do tego, byście podzielili się tym dlaczego jesteście JESZCZE na Drodze. Rozmawiam z Wami od dłuższego czasu via mail i spotykam się z różnymi pozycjami. Dlatego chciałem też dać kilka propozycji… może z czymś się utożsamiasz?
Powód 1.: Bo poza Drogą się nie zbawię
To co powtarzają katechiści…w końcu przyjmujemy jako coś prawdziwego. Zaczynamy wątpić. Skoro od początku słyszymy, że jesteśmy wybrani przez samego Boga, by być na Drodze… To kim jesteśmy i co z nami będzie, gdy się przeciwstawimy?
Do tego dochodzi wiele podtekstów, a co z naszą wolnością? Wolność? Adam i Ewa też mieli wolność, ale wybrali źle, prawda? Te pytania wydają się infantylne. Jednak wierzcie mi, nie są infantylne na etapie Ojcze Nasz. Gdy jesteś TAK DALEKO.
Gdy na dalekich etapach chcesz powiedzieć stop musisz się zmierzyć z kwestiami niemalże egzystencjalnymi. Dlatego pytanie czy w ogóle się zbawie jest kluczowe. Wielu neonów bardzo cierpi po odejściu z Drogi, bo nie wie jak teraz mogą ZASŁUŻYĆ na zbawienie. To w czym się formowali lata – że zbawia się nie przez zasługi, teraz jest jakby nieistotne, bo na nowo trzeba się formować. Bo nie wiesz co z tego było prawdą, a co mitem.
Powód 2. Bo czuję duży sentyment i tęsknotę
Konwiwencje, Agapy, wyjazdy. Wspólne biesiadowanie, śpiewanie pieśni. Wspólne skrutacje i radosne Paschy.
Jak tu nie czuć sentymentu do tych chwil? Jak nie tęsknić za tymi odczuciami? Gdzie w kościele przeżyje ponownie TAKĄ Paschę? Gdzie będę czekać całą noc na przyjście zmartwychwstałego Jezusa?
Zapewne… nigdzie. Dlatego gdy jesteś w kryzysie zaczyna się czuć już sentyment. Nie chodzisz na Eucharystie i czujesz pustkę, bo zaczynasz tęsknić za neońską oprawą. Albo za katechezą pełną emocji. Idziesz na parafialne rekolekcje, albo na parafialną Mszę i … nie ma tego samego ładunku emocjonalnego, prawda?
Powód 3. Mam dużo znajomych
Na Drodze ciężko ich nie mieć… skoro wiele wieczorów i wyjazdów spędzasz wspólnie ze wspólnotą, to stają się Twoimi braćmi. Często bliżsi niż Twoja rodzina. Jak ich zostawić?
No właśnie… bo nie chcesz zrywać relacji, ale wiesz, że to jakoś nieuniknione. Pamiętasz tych, którzy odeszli. Kto z nimi utrzymuje kontakt? To się urywa, bo zawsze rozmowa schodzi dziwnym trafem na kwestie chodzenia do wspólnoty… a oni tego nie chcą. Więc obie strony przestają się odzywać.
Powód 4. Mój współmałżonek chce być na Drodze
Trudno funkcjonować w katolickim małżeństwie, kiedy nie przebywa się wspólnie w Kościele. Wspólna Eucharystia i modlitwa dają więcej siły i przyczyniają się do wzrostu miłości. To zresztą oficjalna nauka Kościoła, który do tego zachęca.
Tylko jak to praktykować, kiedy Ty chodzisz, a ona nie? Albo gdy ona czuje przywiązanie do wspólnoty, a Ty chcesz z niej zrezygnować?
Często jedna osoba przystaje we wspólnocie dla dobra małżeństwa. By „jakoś to było”. Nie jest się wtedy neonem na 100% ale chodzi od czasu do czasu i próbuje przeżywać etapy, by być razem w małżeństwie.
To też bardzo przykry, pełen dramatycznych zwrotów, powód do zostania w Neo. Nie ma tutaj dobrych rozwiązań. Albo jedna osoba w końcu powie „tak będę neonem na 100%” i przestanie szemrać. Albo druga osoba powie „dobra to nie ma sensu szukajmy czegoś dla siebie”.
Jednak zawsze potem ta druga osoba zmaga się z innymi elementami straty, które tutaj też opisuję. Dochodzi też często do kłótni typu „Dlaczego się nie angażujesz” albo drugi małżonek ma dość chodzenia na Eucharystie i jest wkurzony, że kolejna sobota wieczór wyjęta jest z życia…
Powód 5. Bo nie mam alternatywy w Kościele
Bardzo niewiele jest wspólnot formacyjnych, które mają intensywny program. Wiele wspólnot tylko sobie jest, spotyka od czasu do czasu i nie mają pomysłu na siebie. Niestety to smutny obraz Kościoła, któremu zależy tylko przed kamerą telewizyjną i na twitterze.
Ale powiedzmy wprost. Nie znasz parafii. Po latach w neo nie masz znajomych z Kościoła nie-neońskiego. Nie znasz innych braci z parafii, nie spotykasz się na piknikach parafialnych ani z osobami z innych wspólnot. Przecież nie mamy na to czasu. Musimy być na liturgiach, katechezach, Eucharystiach…
Jak mamy potem wejść w coś innego w parafii? W dodatku wspólnoty są odmienne, zarówno wizerunkowo, stylistycznie. To inna subkultura.
Powód 6. Katechiści mi zabraniają/mówią, że sobie nie poradzę
Temat powiązany z punktem pierwszym… Czyli z jednej strony sam się boję, co będzie ze mną poza Drogą.
Z innej strony katechiści, którzy mówią nam, że „Bóg wybrał nas na Drogę”. Ciągle słyszymy, że jesteśmy wybrani, powołani do czegoś.
Gdy chcemy odejść – oni magicznie często się interesują. Załatwiają nam czasem wyjazd na regionalną, byśmy pełniej przeżyli bogactwo Drogi. Proponują spotkania. Są tacy mili.
Potem gdy znów się ukorzymy, przeprosimy wspólnotę… oni dociskają „wiesz musisz się określić, wybrać Drogę, to nie żarty, to kwestia życia i śmierci”.
No i też słyszymy ich podszepty:
„wielu jest braci, którzy odeszli z Drogi i im się małżeństwo rozpadło” – tak? Dlaczego? Jacy bracia? Daj przykład
„Są różne przypadki, niektórzy możesz odejść i być zrozpaczony, wpaść w depresję” – mogę, a mogę nie prawda?
I tak w kółko, trajkotanie „a może” „a co jeśli” i snucie fatalizmów na moją przyszłość.
Powód 7. Mam duże wsparcie materialne/grupy
Czyli powrót do … dziesięciny i zniewolenia finansowego, o którym nie mówimy ciągle głośno…
Dajesz kasę, 10% i wiele więcej tak naprawdę okazyjnie na kolektach. Zniewalasz się finansowo, bo katechiści mówią, że „w razie potrzeby masz wspólnotę”. Więc potem pralka się psuje, nie masz pieniędzy – idziesz do wspólnoty. Samochód się psuje – nie masz pieniędzy – idziesz do wspólnoty.
A jak masz mieć pieniądze, jak te kilka tysięcy rocznie oddajesz na wspólnotę do worka? Ciężko dołożyć więcej oszczędności, tym bardziej, że ciągle są okołoneońskie wydatki…
Wiem, pieniądze nie są kluczowe, dlatego są tutaj na ostatnim miejscu ale… no właśnie. Worek sam w sobie jest z jednej strony pomocą, z drugiej czymś co nas zniewala i przywiązuje do wspólnoty.
Powód 8. Bo brak mi asertywności…
Trafiłem na kilka takich osób i… jest mi przykro. Naprawdę. Jeśli znajdujesz się w tej grupie, to znaczy, że wpadasz w różne bagna i nie umiesz powiedzieć „nie”.
Jesteś w Neo, ale boisz się powiedzieć NIE. Na przykład kolejnemu zaproszeniu przez odpowiedzialnego. Albo jakiemuś prezentu, który nagle się pojawia „z nieba” dla Ciebie (na przykład jakaś kwota z worka…). Boisz się powiedzieć NIE zaproszeniu na konwiwencje. Nie chodzisz, ale jednocześnie nie umiesz odciąć się od tego jednoznacznie.
Dlaczego? Może dlatego, że rodzice za młodu nakazywali Ci być grzecznym i posłusznym. Ciągle mówić tak… To częsty objaw braku tej asertywności.
Nie umiesz też często powiedzieć STOP. Gdy katechiści zaczynają swoją tyradę, Ty nie potrafisz im przerwać i wyjść. Bo na przykład „nie wypada”.
Dodaj komentarz