Finanse w neokatechumenacie. Dziesięcina, skrutinia i wolność

Udostępnij nasze działania

Finanse to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów w neokatechumenacie. Temat jest wyjątkowo problematyczny zarówno dla katechistów, katechumenów jak i tych, którzy krytykują Drogę. Dlaczego? Czy pieniądz to problem, i dla kogo?

Zaczyna się na katechezach początkowych…

Katechezy początkowe – które musi przejść każdy adept Drogi, wielokrotnie nacechowane są odniesieniem do pieniądza. Intencją katechistów – oryginalne katechezy były do osób z peryferii – tych, którzy szukali czegoś więcej niż konsumpcjonizm i otaczający ich pieniądz. Dlatego więc niemal w co drugim zdaniu mamy love-bombing w stylu „Jezus kocha Cię za darmo. Nic nie musisz płacić”. Potem mamy kazanie na górze, zachęcenie do tego, by porzucić wszystko „Chcesz żyć bez presji pieniądza? Wyrusz w Drogę..”. Nie masz pieniędzy na wyjazd? My opłacimy.

Pierwszy skrutynium – rozdaj wszystko!

Podczas pierwszego skrutynium zachęca się braci wypełnieniem słowa, by rozdać wszystko co się ma. Dosłownie. Sprzedać, spieniężyć, a pieniądze niemalże wyrzucić. Lepiej rozdać je anonimowo, do skrzynki lub dać biedakowi na ulicy (pamiętacie informacje, że jakiś żebrak znalazł kopertę z 50 tys zł? Takie informacje to jasny znak, skąd ją otrzymał). Na wypełnienie tego słowa – ale oczywiście w wolności! Żeby nie było! To decyzja Twoja! Masz około 2-3 lata.

Drugie skrutynium – czyli ktoś mnie robi w wała

Wypełniłeś słowo? Sprzedałeś wszystko i uwolniłeś się od pieniądza? A gdybym Ci teraz powiedział, że … w sumie to nie o to chodziło?

No właśnie. Na Drodze tak jest. Wyobraź sobie, że bracia obok Ciebie sprzedali wszystko. Niektórzy samochody. Niektórzy nawet mieszkania i zaczęli żyć na wynajmie.

Rozdali pieniądze. A potem katechista przychodzi i mówi coś w stylu „Wiesz, to Ty tak zrozumiałeś, bo masz z tym problem”.

To dlatego Drugie Skrutinium jest największym praniem mózgu. Odwraca się nieustannie kota ogonem. Ciągle się podkreśla, że „To Wy tak to odebraliście, my nie powiedzieliśmy Wam, że macie sprzedawać” lub „Gdybyście nie mieli problemu z pieniędzmi, to nie musielibyście z tym walczyć, prawda?”. Po trzy lub czterodniowej konwiwencji jest dodatkowe „badanie” czyli słuchanie tego co bracia mają do powiedzenia, a katechiści wtrącają się i mówią z czym naprawdę masz problem. Wszystko obraca się oczywiście wokół trzech rzeczy:

– seksu

– pieniędzy

– relacji z  rodzicami.

Pracujesz, by wyjść z biedy patologicznych rodziców? O Jezu! To znaczy, że jesteś przywiązany do pieniądza i nienawidzisz rodziców. Ty powinieneś im dziękować za dar stworzenia i prosić o przebaczenie oraz dać znak w pieniądzu.

Tak, to usłyszysz od katechistów.

A potem po trzech tygodniach spytają Cię czy to zrobiłeś/zrobiłaś 😊 Bez wyjątku.

Nie? To nie przechodzisz do następnego etapu, który „jest piękny”. Naprawdę- powiedzą Tobie, że dopiero potem „jest pięknie”.

Ale jesteśmy tutaj w wolności…

Dziesięcina

No ale zrobiłeś co trzeba. Na liturgii kończącej zrobiłeś kolejny znak – znów wrzuciłeś publicznie kopertę z hajsem do wora, który symbolizuje szatana i wyrzekłeś się go.

Kasa została zabrana przez katechistów i w zależności od diecezji – cześć wziął biskup, część ubodzy.

A teraz masz prezent – dziesięcinę!

Czyli obowiązkowe, ale w wolności – dawanie 10% dochodów (wszystkich) na wspólnotę do wora. Czyli wspólnota ludzi pracujących zgarnia miesięcznie około 10k – a rocznie około 100k.

Z tych pieniędzy… no właśnie, kupuje się wierność. Jak? Na przykład prezentami. Tracisz pracę? Utrzymujemy Cię przez kilka miesięcy, aż znajdziesz nową. „Widzisz, to dar wspólnoty”.

Nie możesz gdzieś jechać ze wspólnotą? Cyk – proszę zapłacimy.

Dostajesz prezenty, kilka tysięcy, kolejne becikowe za narodziny dziecka.

W sumie to w czym problem?

Problem oczywiście to odwrócenie sytuacji. Teraz pieniądz nie jest bożkiem. My się jego wyrzekliśmy, ale ktoś inny nim ciągle majstruje. Na konwiwencjach pyta się „czy dajesz dziesięcinę”. Możesz powiedzieć tak lub nie. Jeśli skłamiesz – odpowiedzialny Ci to wytknie. Albo nawet – zweryfikuje kwoty. Przecież to nie trudne, wystarczy, że na liturgii jedna osoba da dziesięcine i łatwo z worka podliczyć o ile wskoczyło. „Naprawdę zarobiłeś w tym miesiącu tylko 200 zł?”

Tak. Takie pytania się zdarzają. Tak samo jak publiczne mówienie odpowiedzialnych „Dwie osoby nie dają dziesięciny, ale to problem do rozwiązania…”

Rozwiązania? Czy wolności?

Co robimy z nadmiarem? W sumie to jak zbiera się za dużo i nie ma gdzie przeznaczyć, to otrzymuje to oczywiście… centrum neokatechumenalne. Nie wiemy kto, ile i dlaczego.

A jaki jest zarzut stawiany tym, którzy mają z tym problem?

„Masz problem z pieniądzem, nawróc się”.

I cyk, wszystko się idealnie domyka i uzupełnia. 😊

Komentarze

2 odpowiedzi do „Finanse w neokatechumenacie. Dziesięcina, skrutinia i wolność”

  1. Awatar Katarzyna F
    Katarzyna F

    Trudno mi uwierzyć ,że ktoś „rozda” mieszkanie. Jeżeli będziesz wiedział o kimś takim, to chętnie zdejmę mu jego ciężar 😉

    1. Cześć Kasiu,

      Może to jest szokujące… jednak w niektórych miejscowościach i wspólnotach są osoby, które mają po kilka nieruchomości i tak, słyszałem o takiej osobie z Warszawy (co najmniej jednej). Oczywiście dla niej to nie był żaden problem. Gdy posiadasz nieruchomość na własność bez kredytu, to jedynie pozbywasz się dochodu pasywnego z wynajmu…

      W mojej jeden brat sprzedał samochód wart około 70 tyś zł i kwotę wrzucił do worka. Co prawda niedługo potem kupił sobie kolejny niewiele tańszy, ale to inny temat 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *