Historia Judasza. Czyli co się dzieje z odchodzącymi z Neo?

Udostępnij nasze działania

Głupio wyszło. Zacząłem pisać bloga w Wielkim Poście. Teraz mamy czas Paschalny. Czy czuję się jak Judasz? Czy podobnie jak on, sprzeciwiam się prawdzie i zostałem oszukany? Na pewno myślę o nim w kontekście tych braci, którzy odeszli z Drogi. Poranieni, zniszczeni i zatraceni.

Bracia, którzy chcieli lepiej

Na Drodze pojawiają się bracia tak jak Ja. Kochający Kościół na tyle, że nie potrafią zdzierżyć emocjonalnie i psychicznie zachowania katechistów i ekip prowadzących.

Często ich – nasz los jest taki sam. Zostajemy w jakiś sposób odseparowani od wspólnoty. Traktowani jako gorsi, nazywa się nas szemrzącymi.

Nasze losy są bardzo podobne. Oddalamy się od ścieżki, w końcu wiemy tylko, że wywarła na nas niezatracalne piętno. W końcu w głowach zostają pieśni, które kochamy. Zostają ryty, których nam brak poza Drogą. Zostaliśmy nieodwracalnie opieczętowani i zaczynamy szukać nowej Drogi do zbawienia.

            Czy to nie głupie, że katechiści po tylu takich sytuacjach nie wyciągnęli wniosków? A może jest to im na rękę?

Nam zawsze można coś przypisać. Tak – to jest duży absurd. Przypisują nam, że lepsza dla nas była mamiona. Że wybraliśmy Świat. Jeśli jesteś na Drodze zapewne to słyszałeś. Skoro ktoś dotarł do etapu dziesięciny i jej nie dawał, to znaczy, że problemem dla niego były pieniądze, a nie przymus prawda? O tym dlaczego to jednak przymus, a nie wolność – napiszę wkrótce.

Jeśli ktoś dociera do Drugiego skrutynium, to problemem nie jest jego sprzeciw na szarpnięcie intymności i naruszenie granic. Tylko to, że bardziej kocha świat i jest przywiązany do pieniądza i świata czy rodziny. W końcu nie wypełnia słowa.

We wspólnocie pojawia się oczywiście komunikat: My cię kochamy, możesz wrócić, czekamy.

Tylko dlaczego? Chcecie byśmy wrócili, jeśli się zmienimy. Nie kochacie nas takimi jakimi jesteśmy, do czego rzekomo dążycie?.

Gdy odchodzimy, nasz świat się zmienia

Gdy jeden z braci odszedł – inny napisał:  „Rozumiem, Droga jest ciężka dla niektórych.” Okej. Chciałeś być obok, a jednocześnie tak dowalić, prawda?

Nie można wytrzymać z ubóstwieniem Neokatechumenatu. To nie Droga jest ciężka, bo zasady, reguły itp. nie sprawiają zwykle problemu. Ale gdy nie zmieniasz swojego indywidualnego „ja” pod styl życia innych. I nie chcesz żyć tą subkulturą, nowomową, powtarzaniem tych samych frazesów… Droga jest za ciężka.

Odchodzisz. Nie ma wielu braci wśród nas. Drugie skrutynium przetrzepało wspólnotę o 50%. Z 30 kilku zostało około 16.

Nikt o nich nie myśli, katechiści w końcu nam powiedzieli „nie wasz interes, oni muszą sami z sobą walczyć”.

Tak, widzicie. Jeśli odejdziesz nie możesz wybrać innej Drogi do zbawienia. Musisz walczyć, by wrócić na właściwą, prawda?

Niektórzy zostali zesłani, bo nadal kochali osoby rozwiedzione. Żyli w grzechu. Kościół dba o małżeństwa niesakramenatalne, szuka dla nich rozwiązań. Droga mówi – jesteś poza Kościołem.

Spotykasz braci na ulicy – niektórzy odwracają się od Ciebie. Nie dlatego, że czują się winni, tylko dlatego, że wiedzą co usłyszą. „Przyjdź do nas”.

A oni już nie chcą.

Bracia, którzy nigdy tego nie chcieli.

To inna grupa, z którą się nie utożsamiam…ale jest mi bliska i im współczuje.

Bracia, którzy zostali wciągnięci na Drogę, żyli na niej wiele lat, niejako z przymusu.

To małżonkowie, żyjący w toksycznych związkach. To dzieci Drogi – będący kilkanaście lat na Drodze, zanim zrozumieli, że pchanie się katechistów z łapami do ich łóżka i regulowanie ich potomstwa nie jest okej.

Kiedy młody chłopak czy dziewczyna z szeroko rozumianej prowincji idą na studia – poznają inny styl życia i nie potrafią zaaklimatyzować się we wspólnotach w Gdańsku, Krakowie czy Warszawie – według katechistów wybierają zło. Wybierają szatana, wybierają świat. Ulegli pokusom. Nie mówią tak im personalnie, mówią tak nam przy spotkaniach.

Jak mógłbym być obojętny na takie oszczerstwa, że ktoś chce żyć własnym życiem? Że go/ją skusiły pieniądze i seks? To absurdy.

A oni nigdy tego nie chcieli. Zostali wprowadzeni w ten styl życia przez rodziców, nie mieli wyboru. Musieli uczestniczyć w Laudesach, jeździć na koniwiwencje. Musieli uczestniczyć we wspólnocie (na Shema mówi się, że dziecko ma Ci być posłuszne i możesz je nawet wyrzucić z domu, ale do wspólnoty ma chodzić, do I skrutynium). Więc uczestniczyli. Potem po swojej decyzji mają grubo przerąbane. Niewiele jest rodzin, które akceptują indywidualne wybory młodych ludzi.

Dla jasności – katechiści też rozliczają z posyłania dzieci. Jeśli Twoje dzieci są na drodze – dobrze, jeśli nie – jesteś publicznie pouczany i piętnowany, że tak nie może być.

To powoduje wiele konfliktów rodzinnych, a tego nikt nie weryfikuje. Tak ma być.

Bracia, którzy po prostu zwątpili i wybrali inną Drogę

To chyba najsmutniejsza grupa.

W dwóch pozostałych odbywa się jakaś walka z Drogą. Walka z ideami, walka i wypracowanie czegoś. Trzecia grupa jak dla mnie – po prostu chciała zobaczyć jak jest i została kopnięta w tyłek.

Wielu czegoś szuka. Czegoś nowego, innego. Może miejsca w Kościele? A potem przychodzi I skrutynium „Ej dawaj pieniądze i powiedz jaki jest Twój krzyż”. Ta osoba protestuje. Nie ma żadnej pracy. Od razu drugi cios „Ej nie jesteś pokorny”. Część odchodzi. Nikt nie pyta dokąd. Co się z nimi stało.

Po chwili – Shema – „Ej masz żyć tak i tak – laudesy, stół, modlitwa przed seksem”

Kolejni zniechęceni odchodzą…

I co z tego? Życie toczy się dalej. Czasem katechiści o nich pytają. Te osoby otrzymują co chwile głupie sms-y w stylu „modlimy się za Ciebie”, „czekamy” lub ogłoszenia. Chyba, że zatrzymają to wprost i powiedzą stop – wtedy Droga musi to uszanować.

I nikt z nimi nie rozmawia. Dlaczego? Co Cię do tego skłoniło? Po prostu przepadli, bez naszej wiedzy. Bracia i siostry, jak samotne owieczki od stada, o które nikt nie zawalczył.

Taka owieczka jest krnąbrna, wredna i nieposłuszna. Takich nie chcemy.

Być Judaszem na Drodze.

Jak widzicie, to emocjonalny wpis. Myślę o wielu moich braciach i braciach z innych wspólnot. Tych, którzy mieli spaprane wiele późniejszych lat.

Tych, którzy nie radzili sobie z małżeństwami i toczyli wieloletnie walki – ku uciesze katechistów. Bo gdy ktoś sobie nie radzi poza Drogą, to tylko dla nich jest świadectwo, które potem bezosobowo wspominają.

Ale tak sobie myślę. Że czasem trzeba odegrać jakąś rolę, tak jak Judasz. Odegrać rolę, być odtrąconym, być może skazanym na samotność i wieczne poszukiwania. Oczywiście jest to porównanie na wyrost. Bo nikt z nas nikogo nie wydaje na śmierć, czy niewinne cierpienie.

Oby Chrystus zmartwychwstał w każdym z nas i prowadził nas do życia.

Amen.

Chcesz podzielić się relacją?

Opisz swoją historię anonimowo na wyznanianeo@gmail.com

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *