Droga Neokatechumenalna od lat budzi kontrowersje, a jednym z jej bardziej niepokojących elementów jest ewangelizacja polegająca na chodzeniu po domach i głoszeniu Słowa Bożego. Jest to praktyka, która do złudzenia przypomina działalność Świadków Jehowy, organizacji powszechnie uznawanej za sektę. W wielu parafiach takie działania budzą nie tylko zdziwienie, ale także sprzeciw wiernych i duchowieństwa. Nawet listy proboszczów, wyrażające aprobatę ich działań nie powodują przychylnego spojrzenia przez wiernych.
Skąd pochodzi ta praktyka?
Chodzenie po domach z ewangelizacją jest częścią formacyjnej ścieżki Drogi Neokatechumenalnej. W pewnym momencie rozwoju duchowego – na etapie Traditio – wspólnoty, jej członkowie są zobowiązani do wyjścia „na misję” i głoszenia Ewangelii w sposób bezpośredni – pukając do drzwi i rozmawiając z przypadkowymi ludźmi. Argumentują, że jest to sposób na realizację słów Chrystusa. W praktyce jednak często spotykają się z niechęcią, odrzuceniem i niezrozumieniem.
Etap TRADITIO
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie było podszyte i argumentowane… straszeniem i manipulacjami. Na ten temat chce jeszcze szerzej napisać. Ale dziś pewna zajawka.
Etap Traditio składa się przede wszystkim z dwóch elementów. Po pierwsze odkrywa się czym jest symbol wiary, a potem następuje rozesłanie braci. W symbolu wiary / credo omawia się podobnie jak na skrutynium to „dlaczego wierze”. Czyli ma się mówić o faktach. Mówiąc konkretniej – katechiści pomagają Ci uformować Twoją gadkę dlaczego Bóg Cię tutaj powołał.
Następnie – skoro otrzymałeś taki TALENT. Musisz go wykorzystać. Tutaj płynie fałszywa interpretacja przypowieści o talentach. Podsyłam cytat luźno tłumaczony z wersji Włoskiej linii orientacyjnych do tego etapu:
Fragmenty etapu Traditio
Bardzo ważne jest, aby wypełnić tę misję dobrze, z wielkim zapałem, wiedząc, że Pan posyła cię do tych rodzin. Jeśli nie zrobisz tego ze strachu lub ze względów praktycznych, Pan zażąda od ciebie rozliczenia. Pamiętajcie przypowieść o talentach. Ten, który otrzymał jeden talent, powiedział: „Ponieważ się bałem, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto twój talent”. A Pan mu odpowiedział: Sługo zły i gnuśny! Wyrzuć tego nieużytecznego sługę w ciemności zewnętrzne; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Czyli podsumowując: odkryliśmy jaki jest Twój talent. Talent w rozumieniu neokatechumenalnym to jest Twoje doświadczenie wiary. Jeśli teraz się z tym nie podzielisz – Pan Jezus będzie zły!
No dobra, więc już mi pogrozili palcem, więc pójdę…. Ale nie tak szybko drogi bracie. Katechiści przygotowali drugą groźbę:
Groźba Jonasza
„Bardzo ważne jest, abyś zaczął kochać rodziny, do których Pan cię pośle. Pamiętasz, co przydarzyło się prorokowi Jonaszowi. Bóg posyła Jonasza, aby wezwał do nawrócenia wielkie miasto Niniwę, ale Jonasz nie chce iść i ucieka do Tarszisz [czyli tak daleko, jak to możliwe] (por. Rdz 1, 1-3). Ale jak wiesz, Bóg go nie opuszcza; zapamiętasz całą historię: wrzucają go do morza, wieloryb go połyka, itd. (por. Rdz 1,3-2,11). Jonasz dowiaduje się, że gorzej jest uciekać od Boga, bo powoduje to więcej cierpienia, niż być Mu posłusznym. Posłuchał Boga, udał się do Niniwy i zaczął głosić kazanie. Ludzie, którzy go słuchają, nawracają się! (por. Rdz 3).
Teraz musimy powiedzieć wam kilka rzeczy o tym, jak ogłosić W tym momencie Jonasz popada w kryzys (por. Rdz 4,1). Tutaj zostaje ujawnione, dlaczego Jonasz nie chciał wziąć udziału w misji. (…) Dokładnie tego Jonasz nie chciał: aby ośmieszył samego siebie. Przepowiedział zniszczenie Niniwy, ale to się nie spełniło! Potem Bóg gani Jonasza i pokazuje mu, że jest samolubny, że troszczy się tylko o siebie, że nie zależy mu na tym, czy ludzie się nawrócą i zostaną zbawieni przez Boga!
Wy także jesteście prorokami; Waszą misją jest głoszenie ludziom Ewangelii, dawanie świadectwa prawdzie (por. J 18, 37); czy się nawrócą czy nie, nie zależy od ciebie; To sprawa między nimi a Bogiem
Nie wiem czy zdajemy sobie sprawę z tego co tutaj pada. Najpierw Kiko daje Ci groźbę. Musisz pójść głosić, nawet jak nie chcesz. Ale żeby zażądać od Ciebie większej chęci straszy Cię dramatami, które przeżywał Jonasz! Innymi słowy, jeśli nie będziesz gorliwy w tym głoszeniu, będziesz miał nieszczęścia. A jak nie będzie efektu? To trudno, nie będzie!
Cały wstęp o tym jak robić głoszenie po domach jest pełen perełek. Tutaj jest moja ulubiona:
Pójdziesz i będziesz głosił kazania w domach. Nikt ci nie płaci. Zamiast tego idźcie i przyjmijcie na siebie pogardę i odrzucenie. Już sam ten fakt wskazuje, że dzieje się tu coś niezwykłego. W Kościele normalnie się to nie zdarza
Dlaczego wg. Kiko to nie to samo co Jehowi? O tym też się wypowiedział:
Kiedy pukacie do drzwi domów, mówcie: „Przychodzimy w imieniu parafii, aby przynieść wam Dobrą Nowinę! Nie bójcie się!”. Jeżeli pozwolą ci wejść, powiedz: „Pokój temu domowi!” (por. Łk 10,5).
Pan mówi: „Jeśli ten dom jest godzien pokoju, niech zstąpi na niego pokój wasz; a jeśli nie jest godzien, niech pokój wasz powróci do was” (por. Mt 10, 13). (Kiko) Aby nie mylono cię ze Świadkami Jehowy, Mormonami itp., przynieś ze sobą list polecający podpisany przez proboszcza, w którym będzie napisane, że należysz do parafii katolickiej X i że w jej imieniu pełnisz tę misję. Jeśli więc was nie przyjmą, jeśli was wypędzą, będziecie mieli więcej pokoju i radości niż przedtem.
Cóż za przewrotność, by tylko zachęcić do tego łażenia 😊
Dlaczego to budzi kontrowersje?
W przeciwieństwie do tradycyjnych form duszpasterstwa, takich jak kazania, misje parafialne czy rekolekcje, metoda chodzenia po domach wydaje się być narzucaniem wiary. Osoby, do których pukają neokatechumeni, mogą czuć się zaatakowane i zmuszane do rozmowy na temat religii, na którą nie są przygotowane lub której po prostu nie chcą podejmować. Co prawda sama rozmowa często ogranicza się do przeczytania Słowa otwartego „acazo” czyli losowo – i refleksji co to słowo mówi do mnie.
Co więcej, tego typu działania często przypominają schematy stosowane przez Świadków Jehowy, co dodatkowo pogłębia negatywne skojarzenia. Katolicy przyzwyczajeni do innych form ewangelizacji mogą odbierać taką metodę jako coś obcego, niezgodnego z duchem Kościoła.
Czy to skuteczne?
Efektywność tej formy ewangelizacji jest mocno dyskusyjna. Wiele osób, które miały styczność z neokatechumenami chodzącymi po domach, przyznaje, że ich wizyty są dla nich niezrozumiałe. Zamiast budować mosty, często tworzą bariery. Wielu proboszczów zauważyło, że takie działania nie przynoszą wymiernych efektów w postaci nowych wiernych w Kościele, a mogą nawet odstraszać ludzi, którzy wcześniej byli pozytywnie nastawieni do wiary. Często uprzejmi lokatorzy potem i tak nie przychodzą na katechezy. A do tego wszystkiego dochodzi źle zrozumiałe „strzepnijcie proch na progach domów”
Reakcje parafian i duchowieństwa
Nierzadko – szczególnie w mniej przychylnych parafiach jest to element zapalny w dyskusjach z lokalnymi proboszczami. Nie ma się co temu dziwić. Parafianie potem dzwonią i pytają o tych neonów, którzy chodzą z listami od proboszcza. A proboszcz chociaż niechętny – specjalnie nie może ograniczać praktyki zatwierdzonej przez Kościół. Dlatego musi się tłumaczyć.
Podsumowanie
Czy Droga Neokatechumenalna rzeczywiście „bawi się w Jehowych”? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, jednak z pewnością chodzenie po domach budzi kontrowersje. Chodzenie po domach i narzucanie się z Ewangelią jest praktyką, która może przynieść więcej szkody niż pożytku, bo mówimy o innym świecie niż na początku Chrześcijaństwa. W starożytności istotnie przekaz bezpośredni i chodzenie od domu do domu miało sens – bo trudno było nawet o zdobycie papieru do spisania listu, a co dopiero z nauką czytania itp.
Kościół katolicki od wieków wypracował różne metody duszpasterstwa, które okazują się bardziej skuteczne i akceptowalne społecznie. Obecnie dużym wyzwaniem w Polsce jest chociażby przeprowadzenie kolędy – właśnie ze względu na różne niechęci ze strony ochrzczonych ale niepraktykujących i będących daleko od Kościoła. Jednocześnie wykształceni Polacy (mniej lub bardziej…) to nie Romowie w barakach na obrzeżach Madrytu, więc to kolejny niepotrzebny element. Może warto, aby neokatechumeni zastanowili się, czy ich sposób głoszenia Dobrej Nowiny nie odstrasza ludzi zamiast ich przyciągać? Może nie wystarczy gadać, ale też coś w społeczeństwie robić?
Dodaj komentarz