Wyznanie Anny: od urodzenia na Drodze. Nie znałam innego życia.

Udostępnij nasze działania

We wspólnocie byłam od urodzenia, piąte dziecko z kolei. Nie znałam innego życia.

Do swojej wspólnoty dołączyłam mając 13 lat.

Bardzo długo byłam gorliwa- kantorowanie, robienie przygotowań, obeność na wszystkich spotkaniach, konwiwencjach, liturgiach i skrutacjach, pilnowanie dzieci na konwiwencjach. Wyjeżdżanie na pielgrzymki, nawet kiedy było to chwile przed moją sesją.

Pamiętam, że raz mocno się zbuntowałam, powiedziałam rodzicom, że nigdzie nie chcę jechać. Odpowiedzieli, że to najlepsze co mogę robić w tym czasie, być na pielgrzymce. I że Pan Bóg się zaopiekuje moimi przygotowaniami. No nie zaopiekował się… Przez wszystkie lata do 22 roku życia rodzice kazali mi uczestniczyć we wszystkim. Nie pomagały rozmowy, że po prostu jestem fizycznie zmęczona. Robiłam dwie szkoły (ogólną i muzyczną) i często po przyjściu do domu po prostu zasypiałam. W liceum wracałam, szłam spać i budziłam się o 7, żeby od razu biec na zajęcia. Ze szkoły i z moich dodatkowych zajęć nie chciałam rezygnować, nawet ze wspólnoty.

Lubiłam to intensywne życie. Wkurzało mnie tylko, że oprócz „obowiązkowych” spotkań muszę biegać tez w niedziele na konwiwencje albo skrutacje, bo to najlepsze co mogę robić w tym czasie. Nie mówiąc o laudesach, które często przeciągały się na pół dnia. Życia towarzyskiego i typowo nastoletniego miałam zero. Lubiłam swoje szkoły, dobrze sobie w nich radziłam, ale codziennie myślałam o tym, że coś złego może mnie spotkać, chciałam, żeby potrącił mnie samochód, żebym mogła chwilę odpocząć i nie konfrontować się ze światem i oczekiwaniami. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że to depresja. We wspólnocie, kiedy dzieliłam się swoim cierpieniem, słyszałam, że to dobrze, bo Bóg dotyka w ciemności i że żelazo/złoto jest wypróbowane w ogniu (czy jakoś tak). 

Na studia wyjechałam do innego miasta, bardzo tego chciałam. Zacząć żyć samodzielnie, decydować o sobie i odciąć się od rodziny. Chociaż to nie było wtedy uświadomione. W innym mieście także uczestniczyłam w spotkaniach wspólnoty, ale już odpuszczałam sobie niektóre aktywności. Miałam w końcu prawo wyboru. 

Największy zgrzyt pojawił się w momencie drugiego skrutinium.

Ja nie byłam przesłuchiwana. Rzadko przychodziłam na te spotkania, ale samo obserwowanie tego wprawiało mnie w ogromny stres. Ja się cała trzęsłam, kiedy słuchałam 17/18letnich chłopaków, którzy mówią o masturbacji, o tym, że ojciec ich krzywdzi i słyszą od katechistów, że mają ich prosić o wybaczenie. Ja na studiach zaczęłam trochę myśleć samodzielnie.

Zdałam sobie sprawę, że nie muszę tkwić w tej ciemności, w tym szukaniu krzyża, że mogę cieszyć się dniem, chwilą, tym, że kwitną drzewa, albo zwykłym pójściem na kawę i gadaniem o głupotach. Kiedy powiedziałam katechistom na skrutacji, że ostatnio u mnie dobrze, że nie wszystko układa się po myśli, ale generalnie jestem zadowolona z mojego życia, to usłyszałam, że jestem egoistką xd Zaczęłam mieć trudności w przychodzeniu do wspólnoty bo słyszałam coraz więcej bzdur, jawne opowiadanie, że dwie lesbijki są obrzydliwe, kiedy idą za rękę z kimś, słuchanie, że jeżeli dąży się do wygodnego, zabezpieczonego życia to jest się dzieckiem szatana (!)itp.

Wybuchła pandemia, a ja zaczęłam się dystansować od wspólnoty i kościoła. Nadal, kiedy myśle, że miałabym usiąść i poczytać pismo święte to przypominam sobie jak się wtedy czułam, bezradna, jakbym miała się zdać na jakiś byt (Boga) i czekać co on mi zaproponuje. A przecież może „poprowadzić mnie tam gdzie nie chcę”… (Tu też wychodzi wątek tego usilnego „szukania powołania” i mojego cierpienia, bo nie potrafiłam wchodzić w związki romantyczne z chłopakami

Codziennie bałam się, że Bóg będzie chiał mnie wysłać do zakonu (co też katechiści sugerowali po jednym otwieraniu słowa w autokarze)). W trakcie pandemii zaprzyjaźniłam się z dziewczyną, która też była we wspólnocie „od urodzenia” i okazało się, że obydwie mamy podobne wątpliwości. Długo rozmawiałyśmy. Nagle, z dystansu, te wszystkie katechezy jawiły się coraz bardziej jako absurd. Obydwie zaczęłyśmy terapie w tym czasie i po raz pierwszy na terapii poczułam się usłyszana, a nie zbagatelizowana. Pierwszy raz w życiu poczułam, że mam prawo do swoich emocji.

Moi rodzice bardzo źle przyjęli moją decyzję o odejściu.

Musiałam wrócić do nich do domu w trakcie pandemii i codziennie słyszałam, że pójdę do piekła, jeżeli nie będę chodzić do kościoła. Zmuszanie, wyciaganie na siłe (miałam 22 lata…). Trwało to około pół roku. W końcu odpuścili. 

Nie uczestniczę w życiu kościoła od czterech lat. Dopiero niedawno zaczęłam myśleć o swoim ja, o tym kim tak naprawdę jestem, o tym, że siebie lubie, lubię i chcę żyć. W tym momencie leczę się na depresję i chodzę na terapię. Jest mi ogromnie cięzko każdego dnia, ale też potrafię sobie odpuścić. Potrafię dać sobie prawo do odpoczynku kiedy wracam o 17 do domu i mam coraz mniej wyrzutów sumienia jeżeli chodzi o „lenistwo”. Myśl o tym, że nie ma Boga daję mi poczucie wolności i odejmuje uczucie bycia ciągle obserwowanym.

Mam ogromny żal do tego środowiska, do środowiska wspólnot neokatechumenalnych. Z jednej strony są to mi bliscy ludzie, z którymi się wychowałam, z drugiej jest mi smutno, że moje lata nastoletniego życia spędziłam na szukaniu krzyża i cierpienia. Moi rodzice też sami przyznają, że mają czasem poczucie winy, że nasze dzieciństwo spędzili na wiecznych liturgiach, głoszeniu katechez i przygotowaniach, a nie spędzali z nami tego czasu. Teraz nasze relacje są raczej poprawne, i tyle.

Komentarze

2 odpowiedzi do „Wyznanie Anny: od urodzenia na Drodze. Nie znałam innego życia.”

  1. Awatar Katecheta Szymon
    Katecheta Szymon

    Biedne dziecko, to się nazywa wyuczona bezradność – całe życie oczekiwałaś, że ktoś podejmie za Ciebie decyzję i z taką postawą weszłaś w dorosłe życie. Szkoda, że nikt tego nie zauważył, ale przecież jesteś wolną i winowajcy szukaj w sobie

    1. Zachęcam Cię Szymonie do częstszych komentarzy. Twój poziom empatii idealnie obrazuje perspektywę katechistów.

      Pozdrawiam
      Adamin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *