Wyznanie: Droga ma też dobre strony   

Udostępnij nasze działania

Na tym blogu pada wiele słów krytyki. Prawdę mówiąc jako autor czekałem na coś pozytywnego, by pokazać także drugą stronę medalu. Napisał do mnie czytelnik, który chętnie podzielił się dobrymi aspektami Neokatechumenatu, a ja – chcąc być obiektywny – chętnie publikuję.

humenalnej

Dzień dobry,

Widziałem bloga i czytałem go niemal od deski do deski. Nie wiem czy to nie pierwsza taka strona w internecie… Na pewno nie jest to nic odkrywczego, czego sami byśmy nie wiedzieli. Wiele z tych rzeczy, które tutaj opisujesz ma miejsce – w mniejszym lub większym natężeniu. A to wszystko zależy od katechistów, z którymi masz kontakt.

Ja na Drodze jestem kilkanaście lat.

Jestem już grubo po Drugim Skrutinium. Poznałem jego cienie, ale też blaski. Bo prawda jest taka, że niektórym osobom trochę naprostowała w obiektywny sposób życie. Zaczęli pod większym lub mniejszym naciskiem katechistów korygować swoje życie, bo sami byli w głębokiej d…

Wiesz, chodzi tutaj o uzależnienie młodszych od pornografii – siedzieli w tym i nie ruszali tematu, bo jest spowiedź. Więc często na Drodze się spotyka widok kolejki przed Eucharystią tych samych ludzi co tydzień. Bo grzeszą każdego dnia prostymi grzechami. A to porno, a to nadużywanie jakichś dragów… To nie jest tak, że neoni są nieskazitelni. Na Drugim Skrutinium mieli konkretne zalecenia i niektórzy zrobili krok do przodu.

Niektórzy też naprawili niektóre relacje. Dlatego to bardzo trudny i problematyczny etap. Nie jest jednoznaczny i chyba nigdy taki nie będzie. Bo wszystko zależy od umiejętności i daru do bycia katechistą.

Ja osobiście przeżyłem drobne katharsis. Po wielu latach zacząłem introspekcję i zacząłem analizować swoje życie na poważne. Może to zbiegło się w odpowiednim momencie ? Natomiast to był dobry czas, bo mogłem zerwać z przeszłością i jej ciemnymi stronami, jakimiś patologicznymi przywiązaniami, zrachowaniami destrukcyjnymi ze znajomymi itp. Na pewno się odciąłem,  tak. Ale to odcięcie wynikało z tego, że miałem dużo kontaktów z osobami uwikłanymi w różne problemy jak hazard, alkoholizm. Niektórzy sami rozbijali swoje rodziny, po rozwodach – to nie było dobre środowisko i Droga pomogła mi spojrzeć na te relacje w stylu „nie musisz tak żyć”. I faktycznie, nie muszę.

Pytanie w tym rozważaniu nasuwa się jedno – czy nie mogłem tego zrobić inaczej? Bez Drogi? Pewnie mogłem i nie odbieram tego innym, ale też lubię ten styl życia i mam do tego prawo.

Razem z żoną lubimy spotykać się na liturgiach z braćmi, lubimy być na Eucharystii i jechać na konwiwencje.

Lubimy być z dziećmi na jasełkach neońskich czy konwiwencjach przygotowujących do Paschy.

Czy wszystko to jest dobre?

Niekoniecznie, ma swoje cienie. To oczywiste. Można powiedzieć, że „niewiedza jest błogosławieństwem” i ignorowanie tych cieni jest po prostu wygodne. Tak, ale to nie o to chodzi.

Mogę mieć po prostu swój styl życia w wybranej przeze mnie społeczności i mam wrażenie, że o tym zapominamy.

Człowiek jest istotą, która może wybrać to jak chce żyć. Nawet w pewnej niewygodzie. Czy w perspektywie wolności słowa, wolności jednostki i innych wartości – życie w klasztorze jest odpowiednie? No nie jest, bo oddajesz się pod opiekę opata, musisz dostosować się do twardych reguł, często niewygodnych dla Ciebie i nie zawsze Ci służących (bo np. niewygodne buty itp.) …

Albo jak wchodzisz do radykalnej wspólnoty muzułmańskiej czy żydowskiej – też masz duży rygor. Ale niektórzy ludzie decydują się na to dobrowolnie, bo… tak chcą żyć. I te trudy i bolesności – na przykład wstawanie na modły czy rygory żywieniowe – realizują z własnej woli.

Myślę, że to jest klucz do zrozumienia Drogi.

Bo Neokatechumenat jest po prostu odmiennym stylem życia i nie można przypasować go do obecnych realiów. Nie przypasujesz go do rodziny 2+1 lub nawet 2+3, gdzie mąż świetnie zarabia bo ma biznes, albo rodzina jest super przedsiębiorcza. Musisz zdobyć się na pokorę, by żyć w małym mieszkaniu z 4 dzieci i powiedzieć sobie „to jest dobre”.

Czy jest dobre? No znów z obiektywnego stylu życia nie jest. Bo zakładamy, że każde dziecko powinno mieć swój pokój, a kuchnia na 6 osób powinna być duża. A na pewno tak widzimy na Instagramie i czujemy się tym przytłoczeni jako Neoni, którzy są w sieci. Ale kto mówi, że nie jest dobre? Ludzie z social mediów? Współczesne trendy? Czy jak trójka dzieci śpi na piętrowych łóżkach, to jest jakiś problem? Gdzie ten problem właściwie leży? Jedynie w kwestii naszego postrzegania świata, bo to rzeczy względne i ulotne.

Jeśli chodzi o aspekty herezji, błędów na katechezach itp. to… mam pewną teorię i swój sposób przyswojenia tego.

Miałem standardową katechezę szkolną. Zatem znam zasady wiary, modlitwy, podstawowe historie i tak dalej. Natomiast nikt nie próbował w szkole i kościele nigdy głosić czegoś od serca, czyli nawoływać do nawrócenia się. Takie nawoływanie, z uwagi na subiektywne podejście i trzymanie się tylko podstawowych prawd i zasad – prowadzi do pewnych emocjonalnych uniesień, porównań itp. Kiko i Carmen też specjalistami w teologii nie byli, natomiast nadawali się na kaznodziejów, mieli swoją „nawijkę”, która żarła i docierała do ludzi.

Wiara nie rodzi się z emocji, to oczywiste.

Niemniej dotarcie do sfery emocjonalnej człowieka potrafi skłonić go do refleksji i postępowania. Tak było w moim wypadku. Pomimo mojej wiedzy katolickiej, nie umiałem wierzyć i zmieniać swojego życia. A modlitwa była pusta i nieszczera. Dopiero poprzez do nawoływanie katechistów umiałem się odrobinę otworzyć i skierować serce ku Bogu.  

Czy w katechezach są błędy? Po części tak, ale nie jestem w Neo dla samych katechez. Tak naprawdę dla mnie liczą się ryty, rozważanie i słuchanie Słowa Bożego oraz tego co bracia mają do powiedzenia, jak to rezonuje w ich życiu. Katechezy to rzecz… trzeciorzędna? Może tak nie powinienem twierdzić, ale naprawdę Droga Neo to nie jest tylko katecheza i katecheza…

Życzę wszystkim owocnych poszukiwań Boga

Komentarze

3 odpowiedzi do „Wyznanie: Droga ma też dobre strony   ”

  1. Awatar Stary Neon
    Stary Neon

    Z wszystkimi opisanymi tu pozytywami zgadzam się na 100%. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, iż „oczywiste” jest, że Droga ma swoje cienie. W realiach Neokatechumenatu prawie zawsze wskazywanie na owe cienie jest traktowane krytycznie. Stąd tyle na tym blogu świadectw „sygnalistów”, którzy opisują swoje cierpienie niezrozumienia i odrzucenia przez resztą członków Drogi. Z Panem Bogiem!

    1. Istotnie. Gdyby ktoś rozmawiał z osobami, które mają jakieś „ale”, a nie odrzucał – to prawdopodobnie nie byłoby tej strony…

  2. Awatar
    Anonim

    No i jeszczcze „złośliwy” 🙂 dorzuciłby pytania:
    – czy gotowana żaba taki styl życia rzeczywiście wybiera w wolności?
    – podobnie – czy na Konwiwencji założycielskiej w wolności podejmuje dycyzję nowicjusz, kiedy słyszy alternatywę: „albo wchodzisz na Drogę, albo jesteś już jak Jezus i nie potrzebujesz nawrócenia”?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *