Grzech pokoleniowy w Kościele

Etap SHEMA i grzech pokoleniowy w Neokatechumenacie

Udostępnij nasze działania

Tego wpisu miało nie być. Nie miałem tego w rozpisce. Czytałem jeszcze raz w tłumaczeniu skrypty katechez z etapu Shema. Dla mnie ten etap był bardzo istotny. Nie dlatego, że pogłębiła się moja wiara w Neo, ale zacząłem być od tego momentu mocno krytyczny.

Spytasz dlaczego… moim przyjacielem, który nie jest w neokatechumenacie jest osoba, która ma dziecko ze spektrum autyzmu. Bardzo go kochają, chodzą na terapie, wiedzą dużo o chorobie i co reguluje jego stan.

Dlatego gdy byłem na Shema… usłyszałem od starych katechistów bzdury o chorobach neurotycznych. Pomyślałem sobie – no nie, Ci ludzie są starzy i bredzą.

I wiecie co? Oni nie bredzą, bo są starzy. Oni powtarzają to, co jest w liniach orientacyjnych i to co usłyszeli od swoich katechistów. Przypomniałem sobie o tym teraz, po wielu latach gdy ponownie czytałem już na spokojnie skrypty.

To dziecko już ma według Kiko określoną przyszłość…

Fragmenty katechezy z etapu Shema:

Kiko:

Dlatego właśnie we wspólnocie powiedzieliśmy, że tak ważne jest, aby część katechezy przekazać dzieciom (…)

Przekazać swoją wiarę z ciałem, bo ciało, które w nas powstaje… nasi rodzice tworzą nam ciało psychiczne, ciało wewnętrzne, ucząc nas reagowania na wydarzenia. Jeśli matka staje w obliczu śmierci, niepokoi się o swojego syna – syn będzie niespokojny, ponieważ w ten sposób nauczył go odpowiadać na to. Jeśli mąż wpada w histerię w obliczu wydarzeń związanych ze śmiercią, dziecko wpadnie w histerię, bo to jest to ciało, które przeszło na niego. Nie mamy pojęcia, co to jest naprawdę ciało, ciało to nie tylko to ciało.

To jest człowiek, który nie ma wiary, w obliczu wydarzenia śmierci czuje się zniszczony, nie może wejść w śmierć i reaguje zawsze z przemocą; dzieci otrzymują ten grzech; grzech jest przekazywany jego dzieciom, jest przekazywany ludzkości. Widzimy zatem, jak dźwigamy  grzechy naszych Rodziców.

Komentarz: powiedzmy sobie wprost – Kiko tutaj postuluje nic innego jak grzech pokoleniowy. Bezpośrednio i jawnie. Skrypt pochodzi z 1974 roku – oczywiście, że ma 50 lat. Ale właśnie od 50 lat oni powtarzają te bzdury!

Katechiści na skrutyniach nadal wtłaczają nam te wiersze do głowy, o tym jak przekażemy swoje problemy naszym dzieciom.

Tylko chrześcijańska rodzina leczy z chorób

(…)

Kiko:

Ale jeśli dziecko urodzi się w rodzinie chrześcijańskiej, otrzyma wiarę poprzez postawę; z innej miłości, nie neurotycznej. Ponieważ pierwszą rzeczą, jaką wiara robi u chrześcijańskiego rodzica, jest wiadomość, że ten syn nie jest jego synem, ale jest synem Boga i Bóg, popychając cię naprzód, prowadzi także twojego syna.

Ale widzimy wielu rodziców, którzy są zmartwieni – i są zmartwieni nawet ich dzieci – to znaczy dlatego, że ich nie kochają, bo prawdopodobnie ich nie chcieli, bo oni są irytujący, są kosztowni, bo psują mu całe życie.

Skomentujmy to krótko: Jeśli nie jesteś rodziną chrześcijańską lub nie ufasz w pełni Bogu – Twoje dziecko będzie chore. To myślenie stricte starotestamentalne, niemające nic wspólnego z uzdrowieniem chorego przez Jezusa, który powiedział wprost, że to nie jest wina „ani jego, ani jego rodziców” (rozdział 9 u św. Jana).

(…)

Kiko wie lepiej co jest w podświadomości

Tak naprawdę głęboko w środku, nie chcieliśmy tego dziecka, więc go przytulamy, czyli postępujemy odwrotnie: stajemy się niespokojni wobec niego. Dlaczego? – Powiem jedno – Stajemy się niespokojni wobec naszych dzieci, ponieważ nieustannie myślimy o ich śmierci. Wtedy zadałbym pytanie: dlaczego tak myślisz o śmierci dziecka? PONIEWAŻ CHCESZ W TO WEJŚĆ PODŚWIADOMIE.

Komentarz: W skrypcie jest to nieco zawiłe, ten fragment mniej więcej należy rozumieć łopatogicznie tak: tak naprawdę chcesz śmierci swojego dziecka, bo go nie chciałaś PODŚWIADOMIE, i przez to okazujesz mu czułość, a ono czuje niepokój.

Czyli jeśli nie jesteś karcącym i surowym rodzicem, który nie posyła dzieci na katechezy, nie zagania na laudesy albo nie leje po tyłku na Passze – bo okazujesz czułość – to tak naprawdę chcesz śmierci dziecka.

Logika iście pokręcona, dlatego było trzeba wymyślić przykład…

Kiko diagnozuje autyzm?

Pamiętam spotkanie z dzieckiem w Bolonii nienormalne, naprawdę nienormalne, bo nie chciał kontynuować rozwoju, chciał pozostać mały. Potem przyprowadziła go matka od (parafii) Ojca Pio: moje dziecko nie chce mówić, zaczyna robić rzeczy jak dwumiesięczne dziecko! Matka naprawdę była zdesperowana i wiedząc, że jestem katechistą, który chodził do parafii, chciała mnie zapytać o radę, a ja zapytałem:  czy chciała usunąć to dziecko? Odpowiedziała: ale skąd wiesz? Ponieważ ukryła, nie powiedziała tego nikomu.

Komentarz: Uwaga. Wiele kobiet w momencie ciąży ma stany lękowe i przez jakiś czas może nie chcieć dziecka. To często powody nie tyle samej kobiety ile fizjologia. Także Kiko gra tutaj w niebezpieczną grę!

Z kolei osoby ze spektrum autyzmu, ale także innymi zaburzeniami rozwojowymi mogą tzw. „cofać się w rozwoju” i to jest powód do terapii i leczenia. Kiko natomiast postawił jasną diagnozę – Nie chciałaś go. Trafił w czuły punkt kobiety, ale nie rozwiązuje przecież to problemu…

Czy ta kobieta ma jakiś wybór? A może ma cierpieć na zawsze ZA SWÓJ GRZECH? Kiko tego nie precyzuje (jak zwykle) – zmienia wątek i mówi o czymś innym.

W mojej opinii etap Shema jest bardziej kluczowy niż Drugie Skrutinium. Wiecie dlaczego? Bo to jest wykładania ideologii. To jest etap, w którym mówimy Tobie jak masz postrzegać świat. Jak postrzegać nie tylko wychowanie dzieci, ale ogólnie wychowanie i życie rodzinne.

Co gorsza – daje puste obietnice. Podczas katechez usłyszymy wiele obietnic, jak nasze życie zmieni się na lepsze, piękniejsze. Jak nasze dzieci wyrosną na ZDROWE, PIĘKNE i SZCZĘŚLIWE. Bo będą otoczone miłością Boga.

I każdy rodzic tego pragnie, szczególnie ten, który zmaga się z wieloma problemami.

Tak nie wygląda rzeczywistość – wyjdź do świata

Możecie mówić, że jestem przeciwnikiem i wciskam wam nieprawdę, bo Wy wiecie lepiej. Uwierzcie po prostu w to, że ja w przeciwieństwie co zatwardziałych neonów – naprawdę rozmawiam ze światem. Mam znajomych ateistów – którzy uwaga – mają dzieci (to możliwe, wiecie?). Mam znajomych innowierców (nawet rodzimowierców) – którzy mają szczęśliwe dzieci i są szczęśliwi.

Dlatego wiem, że wiara to coś głębszego i poważniejszego niż takie roszczeniowe i płytkie myślenie, oferowane na Shema przez katechistów.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *