Wyznanie KSIĘDZA. Grzechy i świętokradztwa w neokatechumenacie

Udostępnij nasze działania

Stało się. Napisał do nas pierwszy kapłan, który podzielił się historią o swoich doświadczeniach z Drogą Neokatechumenalną. Jak postrzega liturgie? Jak wyglądało duszpasterstwo i wzrost duchowy podopiecznych? Czy parafia się rozwijała? Sprawdźcie.

Wyznanie księdza
Wyznanie księdza z neokatechumenatu.

Wyznanie księdza

Jestem prezbiterem Archidiecezji Warszawskiej. Tak się złożyło – że w parafii, do której byłem przydzielony funkcjonowała i funkcjonuje nadal – Droga Neokatechumenalna.

Wspólnot troche było. Częściowo wspierali ją księża z parafii, czasem brakowało kapłanów na liturgie pokutne czy Eucharystie. Tak mnie „zwerbowano” do posługi. Nie miałem z tym problemu, w końcu traktowałem to jako normalna posługa w Kościele i moje zadanie jako Kapłana.

Oczywiście musiałem się trochę wdrożyć – dali mi najpierw stare kartki z instrukcjami, które mogłem mieć przy pulpicie lub na stole Eucharystycznym. Troche mi się nie podobało – jednak oni tłumaczyli, że to normalne, a proboszcz potwierdzał, że muszę się wdrożyć.

Wszystko wyglądało na łapu-capu. Kwiaty zwykle byle jak i byle jakie. Chleb raz dobry, raz chrupiący albo zakalec. Jak mówiłem proboszczowi to tłumaczył „aaa to wiesz zdarza się”. No zdarza, ale były komunikanty, z których mogliśmy korzystać.

Kantor na liturgiach często nie domagał, brali na przykład młode dziewczyny, które nie miały w ogóle głosu i nie potrafiły poprowadzić pieśni. Kompletna ignorancja. Najbardziej zdenerwował mnie jednak fakt, że po jakichś zmianach okazało się, że teraz jednak przyjmujemy Ciało Pańskie trochę inaczej. Raz kazali mi siadać, raz stać.

Zdenerwowałem się na to, ale potem zaproszono mnie na konwiwencje tzw. regionu, gdzie można powiedzieć mnie „uwiedziono”. Wszyscy mi schlebiali, widziałem rodziny z dziećmi, wszyscy szczęśliwi, liczny tłum. Także wielu kapłanów, którzy spowiadali, wiele owocnych nawróceń. Po wszystkim szary powrót do rzeczywistości i znów nadużycia i niechlujstwo liturgiczne, do którego mnie namawiano.

Grzechy w Neokatechumenacie

Obowiązuje mnie tajemnica spowiedzi jednak… to co dało się zauważyć u braci w neokatechumenacie to lekceważenie grzechu. Oni notorycznie przychodzili z tym samym do spowiedzi i nie robili żadnych kroków. Gdy rozmawiałem duszpastersko, to otrzymywałem odpowiedzi typu „nie otrzymałem jeszcze łaski by to pokonać”. Takie mówienie to herezja! Chłopie! Ty się masturbujesz i Ci wygodnie przyjść i powiedzieć, że nie otrzymałeś łaski, a nie żałujesz!

Takie sytuacje się powtarzały – zdrady, grzechy seksualne, kradzieże. I ciągle tylko słyszałem „nie umiem zerwać z grzechem”.

Rozmawiałem o tym ze zwierzchnikami w Neo – czyli całkiem głównymi katechistami. Oni mnie pouczali tekstami „kim jesteś by go oceniać?”. No i temat zamknięty. To ja byłem zły, bo próbowałem stawiać pewne wymagania do rozwoju duchowego.

Spotkałem też kilku księży z seminarium Redemptoris Mater. Oni są tacy „skryzysowani”. Ciągle mówią jak im źle i jak Bóg ich testuje. Oni mają tam wtłaczane jakieś kłamstwa o tym, że ciągle szatan ich prześladuje. Biedni ludzie, żal mi moich braci. Nie wnikam jak wygląda ich formacja. Już nie chcę.

To co mnie rozłączyło z Drogą Neokatechumenalną to pewne ujawnienie w „kapłańskich kręgach” jak wyglądają finanse. Jak biskupi otrzymywali duże „datki” od katechistów Drogi w kopertach. Nikt tego nie księgował, ale każdy się interesował kwotami i wiedział, że nie są to małe sumy. Od słuchania tego zrobiło mi się niedobrze.

Całe szczęście zostałem niedługo potem przeniesiony z dala od miasta. Nie mam aktualnie kontaktu z „neonami” od wielu lat, nawet z tymi , którymi długo posługiwałem.

Moim zdaniem wyszło „dużo” złego przy akceptacji statutów i katechez początkowych przez Stolicę Apostolską. Te procedury czasem naprawdę są szybko omijane. Nie chce pochopnie oceniać. Według mnie przyszłość może pokazać wiele złych rzeczy. W Watykanie często wystarczy trochę wpływu, czaru i uroku, by wpłynąć na ważne postaci i „przepchnąć” co się chce.

Mam nadzieję, że temat Drogi zostanie również w naszym kraju rozwiązany, chociaż wspólnoty czują się tutaj dobrze.

Chcesz podzielić się relacją?

Napisz na wyznanianeo@gmail.com

Komentarze

2 odpowiedzi do „Wyznanie KSIĘDZA. Grzechy i świętokradztwa w neokatechumenacie”

  1. Awatar
    Anonim

    Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 stanowi:
    Kan. 984 – § 1. Bezwzględnie zakazuje się spowiednikowi korzystania z wiedzy uzyskanej ze spowiedzi, jeżeli byłoby to ze szkodą dla penitenta, nawet przy wykluczeniu wszelkiego niebezpieczeństwa niedochowania tajemnicy.

    Za komentarz do tego kanonu niech posłuży artykuł księdza Tomasza Rakoczy „Ochrona tajemnicy spowiedzi. Zakaz wyjawiania okoliczności uciążliwych dla penitenta”. w : Annales Canonici, 7 (2011), s. 133–147. https://czasopisma.upjp2.edu.pl/…/download/4344/4226/6798

    A teraz kilka zdań, które mam nadzieję doprowadzą do zastanowienia się tych, którzy tak lekkomyślnie odnoszą się do kwestii tajemnicy sakramentalnej spowiedzi.
    „1. Treść zakazu kan. 984 § 1
    Prawodawca zakazuje, i to w sposób bezwzględny, ujawniania poznanych na spowiedzi okoliczności uciążliwych dla penitenta. Nasuwa się pytanie, jakie wiadomości dla penitenta są uciążliwe? Prawodawca używa w tym miejscu słowa gravamina, które oznacza jakąkolwiek przykrość psychiczną lub szkodę moralną czy materialną. Związek skorzystania z wiedzy ze spowiedzi ze szkodą penitenta nie musi być pewny. Wystarczy, że będzie tylko prawdopodobny.
    Uciążliwość więc pojawi się wówczas, gdy penitent poczuje się urażony, że kapłan wyjawia kwestie niewygodne. Jest to więc kryterium bardzo subiektywne. Czymś innym będzie ono dla małego dziecka, a czymś innym dla człowieka dojrzałego.
    1.1. Grzechy penitenta
    Z całą pewnością można stwierdzić, że okolicznościami uciążliwymi są
    grzechy, z których penitent oskarża się w spowiedzi. Jak wynika z normy omawianego kanonu, spowiednik nie jest uprawniony do wykorzystywania wiedzy o grzechach penitenta, nawet w sposób ogólny albo gdyby były to jedynie grzechy lekkie. Mówienie zatem przez spowiednika, że wielokrotnie słyszy na spowiedzi, jak ludzie oskarżają się z grzechów, np. cudzołóstwa, stanowić będzie naruszenie wskazanego kanonu. To, że spowiednik usprawiedliwia się, że „i tak nikt nie wie, o kim mówię”, niczego tu nie zmienia, ponieważ kanon stwierdza wyraźnie, że takie wykorzystywanie wiedzy nie może mieć miejsca nawet w sytuacji, gdy wyklucza się wyjawienie penitenta. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby to, żeby spowiednik zachowywał się tak, jakby nigdy nie nabył wiedzy ze spowiedzi.
    Wtórnym argumentem, który stanowi rację dla zachowania tajemnicy odnośnie do okoliczności uciążliwych, jest brak pewności po stronie spowiednika, że nikt ze słuchających jego wypowiedzi nie wie, o kim mowa. Duchowny wyjawiający okoliczności ze spowiedzi nie może mieć nigdy pewności, czy ktoś nie domyśli się, kto był spowiadany. Brak zachowania roztropności przez spowiednika może spowodować, że dokona on zdrady pośredniej lub nawet bezpośredniej. Te niepotrzebne dywagacje ucina jednoznacznie klauzula kan. 984 § 1, która bezwzględnie nakazuje spowiednikowi zachować milczenie, nawet gdyby niebezpieczeństwo wyjawienia osoby było całkowicie odsunięte.

    1. Trafiło do spamu… nie wiedzieć czemu. Szczerze stanę w obronie ksiedza: nie znam bardziej durnowatej argumentacji. W takim razie w ogóle nie rozmawiajmy o doświadczeniach z spowiedzi, z czego i jak się spowiadają wierni. Nie ma tutaj mowy, o tym by to był jakiś konkretny brat, konkretne miejsce. Wiemy tylko, że mowa jest Warszawie gdzie jest jakaś setka wspólnot. Nie może byc mowy o naruszeniu tajemnicy, gdy mówimy o anonimowej osobie beż cech identyfikacyjnych..

      Księża notorycznie używają tej formy wypowiedzi i problem może mieć tylko ktoś nadmiernie przewrażliwiony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *