Czy Droga Neokatechumenalna jest sektą?

Udostępnij nasze działania

To pytanie przewrotne. Tym razem postaram się wyjaśnić coś w pozytywnym kontekście. Czy neokatechumenat to sekta? Według mnie niekoniecznie – to bowiem bardziej złożone.

Czy neokatechumenat jest sektą? Skąd to myślenie?

Gdy wyobrażamy sobie sektę najczęściej przychodzą nam na myśl tajemnicze spotkania, w wąskim gronie z charyzmatycznym liderem. Zatem bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że neokatechumenat idealnie zalicza się do tego opisu. Głównie ze względu na fakt, że słuchamy ślepo Kiko, są etapy (a nie wiemy co jest później..), grupa jest zamknięta i hermetyczna – nie możemy wskoczyć do innej wspólnoty (chyba, że katechiści pozwolą) itp. itd.

Co dla zasady… nie to identyfikuje jednak sektę. Są to pewne wyobrażenia związane z naszym kodem kulturowym, wytworzonym przez filmy, czy znane wydarzenia (np. sektę Mansona…).

Droga jest blisko Kościoła

Aby w świetle opracowań naukowych zostać sektą, trzeba się odszczepić od tradycji Kościoła. Tradycjonaliści powiedzą, że to oczywiście się stało poprzez samo utworzenie Drogi Neokatechumenalnej, która rewolucjonizowała liturgię oraz wprowadziła osobliwe nauczanie. Jednak – nie. Co do zasady trzeba być daleko od Kościoła w sposób prawnym. Kłócić się z biskupami i Watykanem. Droga jednak stale współpracowała.

Sektami stały się wspólnoty z naszego kraju – chociażby wspólnota Rodzin Mamre spod Częstochowy. Wokół lidera skupiła się grupa, która tylko jego ślepo wyznawała, weszła w konflikt z biskupem. To spowodowało, że jako społeczeństwo tak to określiliśmy – i słusznie. Kościół miał również argumenty, by podjąć działania w tym kierunku.

Droga Neokatechumenalna działała od początku troszkę… na granicy. To znaczy liderzy Drogi – chociaż charyzmatyczni i wyjątkowo autorytarni – dążyli do jedności z Kościołem oraz podkreślali przywiązanie do Watykanu.

Krytyka Kościoła

By zostać sektą – w rozumieniu KK najłatwiej krytykować duchowieństwo. Droga Neokatechumenalna tego nie robi – wręcz przeciwnie. Kapłani, biskupi i kardynałowie są traktowani z wielkim szacunkiem – rzekłbym z mojej obserwacji – zbyt wielkim. Dodatkowo, co każdy na Drodze wie – biskupi otrzymują duże finansowanie i wsparcie od Drogi Neokatechumenalnej na działania diecezjalne.

Otwierane są seminaria, wspólnoty wspierają parafię (przynajmniej na papierze…), podczas uroczystych Mszy Neoni mogą się wykazać. To wszystko sprawia, że trudno ocenić neokatechumenat jako wspólnotę sekciarską.

Odstąpienie od Magisterium – Nauki

Sekty tworzą własne nauki, teorie teologiczne lub własne objawienia, którymi zarzucają wiernych. Tutaj też tego nie ma. Co prawda Kiko wspomina, że miał objawienie, jednak jest to tak zagmatwane – że trudno podciągnąć pod tworzenie masowej histerii.

Katechiści z kolei nie mają mandatu Kościoła i tu jest pies pogrzebany. Zgodnie z Motu Proprio papieża Franciszka – katechista powinien być zweryfikowany przez biskupa i nazwijmy to – autoryzowany. Jednak nie nasi katechiści nie są. Wybrani zostali wiele lat temu przez innych braci podczas Drugiego Skrutinium i tak nimi zostali. Zatem nie są oni autoryzowani przez Kościół, a to co od nich słyszymy jednocześnie nie jest podpisane przez KK jak i przez samą Drogę, która zachowuje oficjalnie wierność.

Innymi słowy – struktura Drogi doprowadziła do tego, że mamy usankcjonowaną samowolkę katechistów.

Jawna chęć zmiany Ciebie

Sekty najczęściej w sposób utajony, chcą Ciebie psychologicznie zmanipulować. Droga… robi to jawnie. Od katechez początkowych mówią Ci wprost kim się masz stać, jak masz postępować – kolejne etapy wtajemniczenia są niejako tego oczywistą koniecznością. Tak naprawdę docierając do Drugiego Skrutinium – jesteś już ogołocony. Finansowo i psychicznie. Potem nic już specjalnie nowego Ci katechiści nie zrobią. Tylko pogłębią pewne zdarzenia z Twojego życia i będą wielokrotnie wałkowali Twoje problemy.

Aby stać się jak Chrystus i umrzeć na krzyżu.

Oficjalne kerygmaty tak naprawdę powtarzają się na całej Drodze. Problemem nie jest to, że pewne treści są ukryte. Problemem jest to, że Droga jak i etapy nie są rozwojowe. Przechodząc przez skrutinia, wprowadzenia w modlitwę itp, dostajesz co najwięcej – dodatkowe krzyże, zobowiązania. Natomiast nie jest to pomoc na ścieżce Twojego życia, tylko okazja do naprostowania Cię jak żyć według programu Neokatechumenatu.

Czy zatem neokatechumenat to sekta?

W świetle prawa Kościoła – nie. I nią nie będzie tak długo, jak będzie żyła w zgodzie z Watykanem. Istnieje jednak szereg innych problemów – w tym techniki psychomanipulacyjne, czy nadużycia autorytetu władzy przez katechistów. Ojciec Emil Smolana – od Dominikanów zajmujących się tematem Sekt ujął to w ten sposób:


Doświadczenie pracy naszych ośrodków pokazuje, że w grupach charyzmatycznych czy neokatechumenalnych, w których istnieje bardzo mocna rola katechistów, częściej dochodzi do nadużyć. Nie znaczy to, że nie może dojść do nich i w innych grupach. Każdą grupę tworzą konkretne osoby ze swoimi deficytami, aspiracjami, talentami, doświadczeniami, uprzedzeniami, wątpliwościami.

Nawet jeśli grupa działa w Kościele, ma zatwierdzone statuty, programy formacji, nie zapobiega to ewentualnym nadużyciom. Trafiając do nowej wspólnoty, nie powinniśmy zwalniać się z krytycznego myślenia. Powinniśmy stosować zasadę ograniczonego zaufania, jak przy jeździe samochodem.”

Źródło: https://pl.aleteia.org/2017/11/03/jak-rozpoznac-czy-twoja-wspolnota-lub-lider-maja-cechy-bliskie-sektom

Jakie są objawy, że jest się sekcie?

Strona Polskiej Policji wydała artykuł, w której zawarte zostały sygnały ostrzegawcze. Poniżej ich lista – na pogrubiono te, które można zauważyć w Neokatechumenacie.

„Wskaźniki, których pojawienie się winno stać się sygnałem ostrzegawczym dla rodziców względnie przyjaciół osób zagrożonych przez oddziaływanie grupy o charakterze destrukcyjnym/ sekty:

  • Nagła wyraźna zmiana osobowości.
  • Sprawianie wrażenia nieobecnych.
  • Zamknięcie się w sobie i tajemniczość.
  • Posługiwanie się nowym językiem- żargonem sekty.
  • Nowy sposób odżywiania się.
  • Nowe kontakty towarzyskie.
  • Utrata poczucia humoru.
  • Utrata zdolności krytycznego spojrzenia.
  • Przesadny krytycyzm.
  • Przyjmowanie agresywnej postawy obronnej.
  • Zmiana naturalnej mimiki twarzy.
  • Utrata umiejętności abstrakcyjnego myślenia i nie używanie metafor, utrata płynności wypowiedzi i zmiana dotychczasowego sposobu formułowania myśli.
  • Ograniczenie zdolności do zawierania związków intymnych.
  • Brak uczuć i chłód w stosunkach z rodziną i przyjaciółmi.
  • Zmiany fizyczne – nagły spadek lub przyrost wagi spowodowany nieodpowiednią dietą, bezsennością, przemęczeniem.
  • Zachowania neurotyczne, psychotyczne, skłonności samobójcze.
  • Niezwykłe podniecenie i witalność.
  • Fascynacje nową literaturą.”

Jak widać, są to wskaźniki – sygnały. Pomyślmy jednak w drugą stronę – czy zamknięcie się w sobie, zainteresowanie literaturą czy używanie języka charakterystycznego dla Drogi jest czymś niebezpiecznym? No właśnie niekoniecznie.

Również z wspomnianego artykułu – tutaj jest ciekawiej:

„Za sekty (grupy destrukcyjne) należy uznać grupy, które:

  • Mają charakter totalny. Liderzy grupy przypisują sobie absolutny autorytet i prawo ingerowania we wszystkie dziedziny życia swoich członków, nawet te najbardziej intymne.
  • Pozyskują nowych członków uciekając się do najróżniejszych podstępów i kłamstw, zatajając istotne informacje o działaniu grupy, jej celach i doktrynie.
  • Uzależniają uczestników psychicznie i ekonomicznie za pomocą technik (psycho)manipulacji – wywierają niekorzystny wpływ na rozwój psychiczny adepta i jego relacje społeczne (np.: zerwanie więzi z najbliższymi, porzucenie pracy lub studiów).
  • Posiadają charakter kultowy w szerokim rozumieniu, niekoniecznie religijnym. Może to być kult osoby, energii, zdrowia, pieniędzy, sukcesu itp.
  • Wytwarzają ostry podział rzeczywistości na to co „dobre”, czyli związane z grupą i „zagrażające”, odnoszące się do świata zewnętrznego (biało-czarna wizja rzeczywistości).
  • Wpajają swoim członkom przekonanie o elitarności ruchu i niechęć do dialogu światopoglądowego.

Czy te rzeczy są w Neokatechumenacie?

Każdy z tych czerwonych elementów silnie występuje na Drodze Neokatechumenalnej. Jest to jednak nie sedno Drogi, co patologia występująca na niej! To katechiści ostatecznie decydują co powiedzą, jak zareagują. Czy przekroczą granicę za bardzo. Czy naruszą Twoją prywatność…

A że ryba psuje się od głowy… no to Kiko jest tutaj idealnym przykładem. Bo ze swoim autorytarnym charakterem naruszał często granice braci, o czym pisałem zresztą przytaczając jego cytaty z rozmów z braćmi podczas skrutiniów.

O tym i o innych rzeczach jest ten blog. O błędach, wypaczeniach i zaniedbaniach katechistów i ekipy tworzącej Neokatechumenat. Idea jest świetna, jednak jeśli nie ma odpowiedniej superwizji dochodzi do nadużyć.

Skontaktuj się

Chcesz podzielić się relacją?

Komentarze

Jedna odpowiedź do „Czy Droga Neokatechumenalna jest sektą?”

  1. Awatar RAFAŁ
    RAFAŁ

    Dziękuję za klarowny obraz zagadnienia. Porządkuje bowiem to, co istotnie budzi naturalne wątpliwości zrodzone wśród uczestników neokatechumenatu na różnych jego etapach. Pierwsza moja myśl jest taka, że podobnie jak w socjalizmie, idea była słuszna ale ie ustrzegliśmy się okresu błędów i wypaczeń. Idea nadal pozostaje słuszna i nadal będziemy budować nowy, lepszy swiat. Otóż podstawą wiary chrześcijan jest Jezus Chrystus jako Syn Boży i czlowiek „zrodzony pod prawem”. To bardzo wiele wyjaśnia. Zależność od relacji miłości Ojca i Syna oraz relacji praw społeczeństwa. Nie można odzielać tych dwóch światów od siebie a balans pomiędzy nimi udał się jedynie Chrystusowi przez nauczanie, krzyż i zmartwychwstanie. Naśladowcom udaje się podążać tą drogą w zjednoczeniu z Chrystusem, który jak obiecał, obdarował ich Duchem Pocieszycielem. Duch poucza odtąd o wszystkim tych, którzy pragną trwać w Prawdzie. Pozwala również zachować zdrową naukę w wolności dzieciom bożym. Jeśli z powodu czyichś ambicji ulegamy manipulacji i tracimy boży kontekst wiary a skupiamy się jedynie na doktrynie równowaga tych zależności się zaburza i popadamy w schizmę. To jest możliwe indywidualnie jak i grupowo. Przed tym należy się wystrzegać. Nie przed formacją jako taką ale przed utratą indywidualnej łączności z Tym, który jest gwarantem zbawienia. Jak powiedział: PRAWDA WAS WYZWOLI.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *