Po około 3-4 latach Drogi dochodzisz do etapu SHEMA. Tylko z pozoru jest pogłębieniem nauki płynącej „Shema Izrael”. Tak naprawdę pogłębia się tylko jedną myśl – jak ma wyglądać Twój dom.
Moje wspomnienia z Shema
Pamiętam tę konwiwencję jako traumatyczną. Tak. Nie dlatego, że ona jest szokująca. Przede wszystkim byłem na takim etapie życia, że szukałem jakiejś metody na prowadzenie własnej rodziny. Szukałem informacji, wiedzy, próbowałem wypracować coś co będzie dobre dla moich dzieci.
W związku z tym, odchodziłem od wielu „głupich” praktyk, jak ustawianie dzieciom życia na sztywno, według jakichś schematów. Dużo czytałem, rozmawiałem ze starszymi mężczyznami jakie mają doświadczenia.
Na Shema usłyszałem, że trzeba dzieci zindoktrynować. Ustawić po swojemu rodzinę albo inaczej „żyć jak rodzina chrześcijańska”. Dla mnie to było trudne do przyjęcia.
Gdy kochasz się z żoną – najpierw się pomódl.
Katechiści na tej konwiwencji mają pełno złotych rad. Między innymi, że Twoje łóżko musi być super do seksu (duże i fajny materac – pamiętaj !). ŻONA (a nie mąż, pamiętaj!) musi zadbać o ładną pościel.
Potem jak uprawiacie seks, pamiętajcie, żeby się najpierw pomodlić. Tak – bez modlitwy seks jest bez sensu.
Co chwilę jak tego słuchałem miałem ochoty zrobić facepalm. Ciągłe rady starych ludzi do młodych, jak mają się kochać. Nie wiedziałem, czy jestem na spotkaniu autoryzowanym przez Kościół Katolicki, czy na imieninach Wujka Zdziśka.
Dzieci mają być Ci posłuszne.
Od tego etapu ciągle mówi się o posłuszeństwie dzieci. Katechiści potem wracają do tego. Pytają o to jak wychowujesz swoje dzieci. Również o to czy je karcisz, czy prowadzisz je twardą ręką. Jak za słabo – dostaniesz uwagi od katechistów.
Obecnie coraz więcej uczymy się i dowiadujemy o zachowaniach dzieci. O tym dlaczego są ekspresyjne, czasem inne, czasem zupełnie się od siebie różnią.
Katechiści tkwią w mentalności sprzed 50 lat. Na konwiwencji Szema dowiadujesz się między innymi, że masz posłać przymusowo dzieci na katechezy i wozić je na liturgie do pierwszego skrutynium (czyli około 2-3 lata). Do tego czasu „NIE MAJĄ PRAWA” odmówić. To jest Twoje zadanie! Potem mogą zdecydować co wybierają.
Laudesy. Czyli udręka niejednego dziecka
Co tydzień. W każdą niedziele. Rodzina zbiera się na radosnym celebrowaniu Jutrzni. A może nie radosnym? Laudesy dla wielu dzieci to czas traumatyczny, kiedy muszą mówić o swoich trudach. Najczęściej nie mogą się sprzeciwiać – tym bardziej jeśli nakręceni przez katechistów rodzice prowadzą bez przygotowania modlitwę i „zachęcają” do uczestniczenia.
Laudesy to stały punkt programu. W sobotę wieczorem jest Eucharystia – od etapu Szema w wolną Niedziele wprowadza się Laudesy. Odnośnie tego również sprzedaje się dobre rady jak „zachęcić” dzieci. Np. kobieta ma robić (tak – tylko kobieta!) dobre ciasto lub słodycze, które będą zjedzone po laudesach – nie przed! I tak dalej.
Czy obraz życia chrześcijańskiego powinien tak wyglądać? Na zasadzie karmienia czekoladą po przymusowej modlitwie, laniem pasem i modleniem się przed kopulacją? Szczerze to nie wiem. Po latach na Drodze spotykam się z tyloma sprzecznościami, że trudno wszystko weryfikować. Jak dla mnie – wprowadzanie rygoru i życie według schematu jest po prostu dziwne i nie na miejscu. Takie know-how nie jest również dla wielu innych braci, którzy po prostu źle się z tym czują, a są rozliczani przez katechistów. W efekcie czego okłamują braci pomijając to jak wygląda naprawdę. Mówią katechistom słodkie słówka, którymi są usatysfakcjonowani.
Skontaktuj się
Chcesz podzielić się relacją?


Dodaj komentarz