Autorytet, posłuszeństwo czy nieograniczona władza? Wyznanie byłego katechisty.

Udostępnij nasze działania

Na jednej z grup Neońskich wywiązał się świetny wątek, który obrazuje z czym boryka się Neokatechumenat.

Z pozoru prosty temat i pytanie – jakie pieśni polecacie na Wielką Sobotę? Został podniesiony do tematu „A co na to katechiści”?

Co na to katechiści – ale dlaczego właśnie oni?

Gdy wchodzisz na Drogę z zewnątrz możesz poczuć się zdezorientowany. Nie jest to standardowa organizacja, w której dostajesz jakieś know-how. O wszystko musisz pytać, albo próbować i dostawać ochrzan.

Najczęściej odnosisz się oczywiście do katechistów. Ten, kto nie ma wyczucia-  pyta ich nagminnie, w każdej banalnej sytuacji.

Dla jasności – do liturgii są przygotowania, gdzie wybiera się pieśni. Rozważa się co jest aktualnie istotne, jaka pieśń może być ważna. Są pewne pieśni polecane – ale nie ma sztywnych reguł!

Takie zasady tworzą katechiści drugiej lub trzeciej nominacji. Nie mający specjalnie pomysłu dlaczego i jak to wyartykułować. A pozostali małpują niektóre rozwiązania „bo tak”.

W ferworze internetowej dyskusji oczywiście doszło do… „spytaj katechistów!”. Po chwili dyskusji już „masz problem z katechistami”

Wśród dyskutujących odezwał się jeden brat – były katechista, który żyje obecnie na marginesie Drogi. Oto jego słowa z różnych komentarzy:

O autorytecie katechistów:

„Tak więc mając duże doświadczenie nadużywania zaufania przez katechistów i fałszywego prorokowania, mam i prawo i obowiązek fałszywego autorytetu nie uznawać i się go nie obawiać. I nie jest to mój problem, tylko jego, fałszywego autorytetu.

A jeśli odwoływanie się wprost do Pisma Świętego tworzyć miałoby niesmak na tej grupie, to powiem ci: nieźle.

Dość, że katechista bynajmniej, nie jest tak jak sierżant w wojsku. Nie jest pierwszą instancją. Wiem to bardzo dobrze, bo przez dwadzieścia lat bez mała byłem katechistą aż do momentu, gdy musiałem zrezygnować, bo inaczej byłbym musiał nie być uczciwym wobec moich katechumenów. A za nich naprawdę czułem i czuję się odpowiedzialny.

O byciu katechistą:

Okazało się, że być katechistą zaczęło oznaczać: robić wszystko na rozkaz moich katechistów. A ci przyjmowali wszystkie rozkazy z góry, a tamci z góry itd. w końcu od Włochów. I w pewnym momencie okazało się, że zarówno rozkazy ich wszystkich są sprzeczne z rzeczywistością i kłamliwe jak i ich proroctwa są fałszywe. Nie można, będąc odpowiedzialnym, zgodzić się na bezrozumne podporządkowanie się rozkazom drani, którzy mają na celu realizację swoich biznesików, gnojenie jednych dla realizacji celów innych, przekazywanie nieprawdy na rozkaz i autoryzowanie tego przekazu swoją osobą. Można w takiej sytuacji oczywiście, budować jakąś opozycję, ale w organizacjach o naturze religijnej to nie działa, więc było z natury bezprzedmiotowe. Pozostało mi od takich procederów i metod się odciąć, czyli zrezygnować właśnie dlatego, że tylko tak mogłem być nadal odpowiedzialny za swoje działania, i działać w wolności, którą to wolność dostałem od Boga.

Oczywiście, można też pozostać, mając w głowie także potem: ja tylko wykonywałem rozkazy. Takich było wielu niegdyś w Norymberdze.

O tym jak katechiści „pomagają” na Drodze:

A tak na serio, to chyba mieli po co, skoro posyłali różne takie psy, aby mnie straszyć i kotłować. Zawsze pod hasłem: „porozmawiajmy”. Rzecz w tym, że to było takie „dialogowanie”. Ono polega na tym, że najpierw oni mówią, a potem ty słuchasz.

No i zawsze takim działaniom towarzyszyły ubeckie metody, zjebka przy żonie, atak na dzieci i takie tam.

I krótko o tym, dlaczego mamy rozmawiać, a nie małpować po katechistach

pierwszym odniesieniem jest Statut Drogi Neokatechumenalnej i związane z nim dokumenty. Statut wskazuje najpierw na Kościół i na Biskupa a nie na katechistów.

Że przytoczę, co Statut mówi o katechistach: Art. 28 [Katechiści]

§ 1. Ekipy katechistów są złożone z kilku osób świeckich, wybranych zgodnie z art. 17 § 3, i z Prezbitera. § 2. Ekipy katechistów, jak wyjaśniono w obecnym Statucie120 i w Liniach Orientacyjnych dla Ekip Katechistów: 1o. na zaproszenie proboszcza prowadzą katechezy początkowe, rozpoczynające proces dojrzewania („noszenia w łonie”) do wiary, w którym formują się wspólnoty; 2o. powracają okresowo, zwykle raz w roku, aby prowadzić różne przejścia itinerarium neokatechumenalnego i dawać wskazania konieczne do rozwoju poszczególnych faz i etapów; 3o. spełniają ważne zadanie rozeznawania czy poszczególni neokatechumeni i ich wspólnoty są zdatni do przejścia następnych etapów itinerarium Drogi; 4o. podczas prowadzonych przez nich skrutyniów przejścia powinni zachować jak największy szacunek dla aspektów moralnych intymnego życia neokatechumenów, które należą do forum internum osoby. § 3. Katechiści świeccy w wypełnianiu swojego zadania współpracują z Proboszczem i z Prezbiterami poszczególnych wspólnot i pomagają im w misji rządzenia, nauczania i uświęcania, która jest im właściwa jako wyświęconym szafarzom.

Tak więc katechiści co najwyżej *pomagają* prezbiterom w misji nauczania. Nic a nic nie nauczają. I nie ma nic złego, że kantorzy między sobą rozmawiają o rekomendacjach co do śpiewów podczas wielkoczwartkowej liturgii Słowa.”

Chcesz podzielić się relacją?

Napisz anonimowo na wyznanianeo@gmail.com

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *